Staram się dodawać nowe posty w niedziele. Staram się.



Zakończono tłumaczenie No.6.


Dziękujemy za wszystkie podziękowania. To był miły rok z hakiem. I późniejszy rok. I chyba jeszcze jeden. Te dwa późniejsze składały się z czytania Waszych komentarzy. I tak dzięki.

(Do pań profesor jeśli przypadkiem odwołam się do tego na maturze: przepraszam, ja naprawdę tłumaczyłam to w gimnazjum. Ale prawdziwa książka istnieje. Obiecuję.)


Wszystkie rozdziały można znaleźć w zakładce ,,No.6''/,,No.6 Beyond''.


Kup powieść i mangę w oryginale, wspomóż panią Asano.


Tłumaczenie: Kuroneko
Korekta: Ayo, Dżun
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posłowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posłowie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 listopada 2012

Tom V: Posłowie


Tom 5 (bunko)
Nasza seria No.6 nareszcie dotarła do piątego tomu. Pamiętam jeszcze, jak narzekałam w Tomie 1, jak bardzo wstydziłam się, że zamieniłam posłowie w wymówki i mówiłam: „Nie chcę ich już więcej pisać!”. Ale po przemyśleniu tego spokojnie po raz kolejny, zrozumiałam, że to nie posłowi nie lubiłam; chodziło o mnie – moje usprawiedliwienia, wymówki za to i za tamto – tego nie znosiłam. Więc właściwie wyżywałam się po prostu na posłowiu. Muszę przyznać, że nadal nie docieram do korzeni problemu. Denerwuje mnie to, okropnie.

Ostatnio naprawdę myślę, że ludzie tacy jak ja – uzdolnienie w sztuce chranienia samych siebie, tchórzliwi, a jednocześnie ambitni – nie powinni pisać historii takich jak No.6. Mogłam już gdzieś o tym wspomnieć, ale dla mnie praca nad No.6 była czymś odrobinkę osobliwym. Dla mnie rdzeń prac zawsze stanowili ludzie. Chciałam pisać i dowiadywać się nowych rzeczy o niczym innym, jak tylko o ludziach. Jedyną rzeczą, jaką miałam i jaka umożliwiała mi zrozumienie ich było właśnie pisanie. Chciałam poznać te dziewczęta, tych chłopców, tych mężczyzn i kobiety. Chciałam dowiedzieć się, jakimi byli ludźmi. Dawało mi to energię, rozniecało chęć pisania i stało się powodem, dla którego nie przerwałam.

Jednak zanim zaczęłam z opowieścią o No.6, próbowałam zrozumieć otaczający świat. Miałam nadzieję napisać historię, która pomogłaby mi zmierzyć się ze światem, w którym żyłam. Stało się to moim pierwszym doświadczeniem. Dlatego na początku nie interesowały mnie zbytnio prawdziwe osobowości Shiona czy Nezumiego – to, co myśleli, co kochali, za czym tęsknili, żyjąc własnymi życiami. Święte Miasto było protagonistą tej historii, a chłopcy tylko bohaterami drugoplanowymi. Jednak nie minęło dużo czasu, zanim te aroganckie myśli zostały rozbite na kawałki. Oczywiście, nie można było stworzyć świat, w którym zaniedbałoby się ludzi. W końcu zawsze byli z nim jakoś połączeni. Ludzie sami w sobie stanowili świat. Świat był tworzony przez ludzi; stworzyli go hojnym, pokazali mu korupcję, zniszczyli go i przywrócili do życia.

Zanim to zrozumiałam, desperacko śledziłam Shiona i Nezumiego, oczarowana światem, który wykreowali. Zmianami, które przechodzili, i ich przeznaczeniami. I chociaż zajęło to długo, w końcu doszło do mnie, że jedynym sposobem na oddanie tego świata jest pójście za nimi, oglądanie ich, obejmowanie myślami i opisanie. Było to lekkomyślne wyzwanie. Czułam się jakbym rzucała się z siekierą na słońce. Nie mam tak silnej woli. Nie miałabym odwagi stawić czoła światu, ani samej sobie. To też zrozumiałam, pisząc tę historię. A gdy tylko to sobie uświadomiłam, zaczęły mnie boleć słowa Nezumiego i spojrzenie Shiona. Skoro już do tego doszło, co powinnam zrobić? Chciałabym móc po prostu się tego wszystkiego pozbyć… Och, naprawdę, teraz już zaczynam się robić denerwująca. Hmm, niedobrze. Ale wytrzymam jeszcze trochę. Gdybym teraz się wycofała, to po co w ogóle pisałabym przez tyle czasu; i tak dalej, i tak dalej.

Dziękuję wam za wspieranie mnie i wytrzymywanie z moimi lekkomyślnymi wyzwaniami i pozbawionymi woli wymówkami: panu Haradzie Hiroshiemu z Oddziału Publikacji Bunko; panu Yamashiro Hideyukiemu z Wydziału Książek Dziecięcych. I z głębi serca tobie, czytelniku, który poświęcasz swój czas na przeczytanie mojej pracy.


Lato 2009
Asano Atsuko

Tom IV: Posłowie


Tom 4 (tankobon) Życia i śmierci


Może i głupią, niezręczną i zawstydzającą rzeczą jest pisanie o swoich najbardziej osobistych myślach w czymś takim jak posłowie. Teraz, kiedy o tym myślę, dochodzi do mnie, że powtarzałam ten błąd za każdym razem, czasem nawet mnie samą od tego mdliło. Więc to chyba będzie już ostatni raz. Zniesiecie moje narzekanie tym ostatnim razem? Przepraszam.

W tym roku straciłam dwójkę bliskich mi ludzi. Jednym z nich był pan Ooka Hideaki, krytyk i znajomy członek naszego branżowego magazynu; drugim natomiast pan Yamakage Yoshikatsu, z Wydziału Książek Dziecięcych Kodanshy. Obydwaj wspierali mnie jako pisarkę z własnych perspektyw, na własne sposoby. Jako nieokrzesane indywiduum, zrozumiałam, jak bardzo mnie wspomogli dopiero po ich utracie i w pustce, niezrozumieniu i samotności płakałam jak samotne dziecko, które zabłądziło po zachodzie.

Zwłaszcza pan Yamakage był moim niezastąpionym partnerem w tworzeniu historii No.6. Był kimś, kto stał przy mnie od pierwszego tomu. On jest też odpowiedzialny za tytuł tej historii, No.6. I co najważniejsze, nauczył mnie, co to znaczy żyć, a co umrzeć.

Wciąż nie mogę zapomnieć pewnych jego słów.

To był albo początek, albo koniec lata – kiedy zmieniały się pory roku. Rozmawiałam z panem Yamakage w taksówce o szczegółach mojej kolejnej pracy, kiedy powiedział:

 – Wie pani, pani Asano, ostatnio okropnie się pocę.

Pan Yamakage rzucił to tak nagle, zniżając odrobinę głos. Wypowiedź miała w sobie cień uśmiechu, z jakim miał w zwyczaju przemawiać. „No i?” – pomyślałam. „Pot? Kto się nie poci, kiedy robi się gorąco?” Musiałam mieć dość głupi wyraz twarzy, przez niezrozumienie znaczenia jego słów. On jednak mówił dalej.
 – Kiedy jest gorąco, pocę się jak powinienem. Myślę wtedy: „rany, ja żyję”.

Przypomniałam sobie w tamtym momencie, że pan Yamakage wrócił do pracy po wyzdrowieniu z poważnej choroby; kiwnęłam głową z przekonaniem. A teraz zastanawiam się głębiej nad tymi słowami, czując, że zrobiły się cięższe.

…Bo to właśnie znaczy żyć. Pocisz się, kiedy jest gorąco; płaczesz, kiedy się smucisz; śmiejesz się, kiedy się cieszysz. To jak schodzenie prostą drogą i wspinanie się po schodach. Przemijające dni, zwykłe, normalne – one udowadniają, że jeszcze żyjemy. Pan Yamakage mnie tego nauczył. No.6 jest historią chłopców. Ale to też opowieść o życiu i śmierci. Dla pisarki jak ta, której słowa czytacie, która próbowała zrobić z życia i śmierci krzyż historii i to w lekki, zabawny sposób, być może pan Yamakage wystąpił poza kompetencje edytora, by przekazać tę wiadomość.

„Pani Asano, proszę naprawdę kochać fakt, że pani żyje; cieszyć się nim i napisać o nim jak o największym skarbie. Zróbmy z No.6 taką właśnie historię – w której rezyduje prawdziwe ludzkie „życie””.
Był genialnym człowiekiem. Nie bał się żyć pełnią życia, ani wpaść w objęcia śmierci. Chciałabym, żeby mógł jeszcze przez chwilę pobiec ze mną tą ścieżką – nie, właściwie to aż do końca.

Panie Yamakage, odszedł pan za szybko. To niesprawiedliwe, że zniknął pan tak po prostu, pozostając jedynie w moich wspomnieniach. Kiedy spotkamy się w zaświatach, może pan być pewien, że zasypię pana skargami. A pan pewnie znowu się uśmiechnie, kiwnie głową i przeprosi w ten niezręczny sposób.

Dziękuję wszystkim, którzy czekali na Tom 4. I przepraszam (za opublikowanie go znacznie, znacznie później, niż obiecałam).

A kiedy byłam już gotowa paść na kolana, paplając, że może ta historia odeszła razem z panem Yamakage, dziękuję wszystkim, którzy mnie wsparli: panom Abe Kaoru i Yamamuro Hidekiemu, którzy zajęli jego miejsce, oraz panom Kageyamie Toru i Kitamurze Takashiemu, którzy wykonali swoją pracę jak prawdziwi profesjonaliści i dodali mi żywo odwagi bez słów. Dziękuję wam z całego serca.


Sierpień 2005
Asano Atsuko

 


Tom 4 (bunko)
To dość zawstydzające, ale kiedy piszę posłowia, ostatnio często kończę umieszczając w nich pełno narzekań czy wymówek. Uważam, że absolutnie każda historia – w tym No.6 – wymaga ich pominięcia.

Dlatego właśnie tym razem zdecydowałam nie pisać typowego posłowia, a po prostu spisać myśli, które akurat przychodzą mi do głowy.

Kiedy pisałam Tom 4 No.6, a właściwie przez całą serię, zastanawiałam się nad tym, czym jest „nadzieja”.
Nadzieja jest wiarą w przyszłość.

Czy w dzisiejszym świecie, naprawdę pisząc utrzymałam swoją wiarę? Wciąż się nad tym zastanawiam (w końcu seria jeszcze się nie zakończyła).

Myślę i myślę, ale nieważne, jak długo to robię, nie mogę znaleźć odpowiedzi.

To nie tak, że straciłam nadzieję. W dzisiejszych czasach i w moim wieku, czuję zbliżające się niebezpieczeństwo mojego wyginięcia (chociaż może nie przez to, przez co wyginąć powinnam). Jednak nie rozpaczam, ani się nie poddaję. Choć gdyby ktoś zapytał mnie, ile mam w sobie nadziei… cóż, musiałabym przechylić głowę z zakłopotaniem. To zdecydowanie niełatwa historia…

Głód, wojna, zniszczenie, bieda, morderstwa, rozpacz…

Zmiany zachodzą zarówno na powierzchni, jak i we wnętrzach ludzi, i te ciągłe zmiany, obroty sytuacji; nawet w naszych codziennych życiach, pływamy spokojnie z prądem bambusowymi łodziami, nie wiedząc, kiedy zostaniemy wciągnięci w wir.

Maleńkie światełko nadziei, świecące we mnie, gdy pisałam Tom 1, teraz trudno już w ogóle zauważyć.

Pogorszył mi się wzrok?

A może to światełko przygasło?

Hmm? Zaczyna mi to brzmieć jak narzekanie. Zapamiętać: uważać, żeby się nim nie stało.

Opowieści brzydzą się i unikają skarg oraz wymówek jak niczego innego. Jednocześnie zachęcają przy tym do wiary w przyszłość.

Opowieści nie powstaną, ani nie narodzą się z nikogo, kto powie: „Cóż, tak już po prostu jest” z wypaczonym i pesymistycznym spojrzeniem na świat; nie przyjdą także z tych, którzy mawiają: „Nie obchodzi mnie, co się teraz stanie”. Tylko ci posiadający to maleńkie światełko i stawiający ten pełen wahania kroczek naprzód – tylko z tego kroczku rodzi się historia.

Być może wiara w ów kroczek jest jakoś połączona z wiarą w przyszłość.

A do was, którzy przeczytaliście już tak dużą część tej opowieści – postawmy nasz kroczek razem, dlaczego by nie?

 

Lato 2008
Asano Atsuko


czwartek, 1 listopada 2012

Tom III: Posłowie


((Przy bunko szykujcie się na mindfuck, drodzy czytelnicy.))

Tom 3 (tankobon) - W miejscu wymówek


Więc jak ci się podobał trzeci tom No.6? Wiem, że nie ma żadnej potrzeby mówić o tym, co się dzieje poza kurtyną - o tworzeniu tej powieści, ale... posłuchasz mimo wszystko?

Prawdę mówiąc, zanim zaczęłam pracować nad trzecim tomem, cały czas obiecywałam coś wielkiego mojemu edytorowi, panu Yamakage Yoshikatsu. Mówiłam: ,,Teraz, gdy historia przeniosła się do Zakładu Karnego będzie pełno akcji, mówię panu, akcji''. Nie kłamałam wtedy, ani nie próbowałam wzbudzić jego zainteresowania. Byłam poważna. W końcu jednym z powodów, dla których chciałam napisać No.6, była moja ambicja ukazania słowami niesamowitych scen akcji. Ale kiedy już dotarłam do trzeciego tomu, pożyłam trochę z Nezumim i Shionem, doszło do mnie, że to byłoby zbyt proste, wedrzeć się do Zakładu Karnego, narobić zamieszania i na tym zakończyć.

Kiedy tak złączałam moje serce z ich sercami, wahałam się w niepewności tak, jak oni się wahali i zastanawiałam nad wszystkimi opcjami, wzdychałam w rozpaczy czy uldze, rozmyślałam, dlaczego walczymy, dlaczego kochamy, dlaczego nienawidzimy, dlaczego zabijamy - stron ciągle robiło się więcej. Doszłam do momentu, w którym nie zdążyłam nawet rozwinąć fabuły; żadnych zagadek, nawet pora roku została ta sama - skończyło się, gdy dopiero miało się zacząć. Słyszałam to już wiele razy i sama jestem o tym przekonana - że jestem osobą skłonną do usprawiedliwiania się. Jednak tym razem jestem w pełni gotowa na przyjęcie skarg czytelników, pytających mnie: ,,co to niby ma być?'', i muszę przyznać, że tym razem nie ma już dla mnie żadnej wymówki.

Ale kiedy chłopcy wstąpią już do Zakładu Karnego, będą zmuszeni walczyć. Jest niesamowicie wysokie prawdopodobieństwo, że sytuacja każe im rozlać cudzą krew albo ich własna zostanie rozlana. Gdyby w końcu musieli kogoś zabić albo jeden z nich zostałby zabity, Shion i Nezumi mimowolnie przeszliby przemianę. Drastyczne różnice wyryłyby się nie tylko na ich wyglądzie zewnętrznym, ale również na ich młodych duszach. Szarpałam się z myślami, próbując sobie wyobrazić, jak ja zaakceptowałabym taką rzeczywistość i jak mogłabym to opisać; szukałam odpowiedzi, pisząc tom trzeci.

Nie mogę zapomnieć przeczytanych przeze mnie w gazecie słów pewnego młodzieńca, okrzykniętego terrorystą. Podobno powiedział do zakładników przetrzymywanych przez jego ludzi: ,,Co mogę zrobić, żeby się z wami zaprzyjaźnić?''

Nie lubię wojny ani terroryzmu. Gardzę nimi. I dlatego chciałabym wiedzieć, co wyróżnia spośród nas jego i jego słowa. Czy potrafię się tego domyśleć, czy nie - nie jestem pewna, chociaż szczerze mówiąc, nie widzę siebie z taką umiejętnością. A mimo to chcę walczyć. Częścią tej właśnie walki jest No.6 i jego historia. Ach, koniec końców zrobiła się z tego kolejna wymówka. Być może jeszcze zanim opadną ostatnie kwiaty wiśni, będę w stanie dostarczyć wam resztę mojej szarpaniny w postaci Tomu 4, w którym skupię się już na dwójce chłopców, którzy z braku innych wyborów wdarli się do Zakładu Karnego. W tym przypadku postawię na linii walki również tą skłonną do usprawiedliwiania się siebie. Z całego serca dziękuję panu Yamakage za wspieranie mojej walki i cierpliwe wysłuchiwanie moich wymówek; dziękuję również ilustratorowi, panu Kageyamie Tohru, i fotografowi, panu Kitamurze Takashiemu, za ukazanie świata No.6 na swój unikalny i niezwykle kreatywny sposób już trzeci raz.

Październik 2004
Asano Atsuko






Tom 3 (bunko) - Świat No.6 #3


Witam wszystkich. Z tej strony Asano. Bardzo dziękuję za towarzyszenie mi w świecie No.6.

Zapytałabym, jak go znaleźliście, ale takie pytanie byłoby najwyższym nietaktem. Pozwólcie, że odłożę je na bok.

Minęły już niemal trzy lata odkąd Tom 3 ujrzał światło dzienne. Jestem pewna, że wy również uważacie, że przez te trzy lata zdarzyło się dość, by nazwać je pełnymi zgiełku. Ludzkie serca, wartości, społeczeństwo i kierunek, w którym zmierza świat; wszystko to pozmieniało się, zmutowało, przemieniło z zadziwiającą szybkością.

Miłość, sprawiedliwość, przyszłość - rzeczy, w które wierzyliśmy, są z pewnością na krawędzi zniknięcia. Może po prostu teraz żyjemy w takim świecie.

Żyję już jakiś czas na tym świecie, ponad pół wieku. Ludzie mojego pokolenia mają w zwyczaju myśleć o aktualnej sytuacji na świecie coś w tym rodzaju: ,,Cóż, to na pewno brutalny świat, ale taki już chyba ma być. Kraj taki jak Japonia z zewnątrz wygląda na spokojny. Może powinniśmy po prostu stwierdzić, że nie ma się o co martwić i tak to zostawić''. ,,Cóż, co jeszcze możemy zrobić? Przecież zaszliśmy już tak daleko''.

A jednak po spotkaniu tych przedzierających się przez ulicy gruzu, odmawiających przyjęcia plastikowej szaty ofiarowanej im przez świat, ścierających się z okrutną rzeczywistością, żyjących po swojemu każdego dnia chłopców, zaczęłam myśleć, że nie mogłabym przecież tak po prostu tego odrzucić czy się poddać.
Chociaż sama to powiedziałam, zastanawiam się, co mogłabym zrobić, co powinnam zrobić, i siłuję się z myślami, nie mogąc uciec wahaniu w nerwowej otchłani. Może boję się postawić pierwszy krok ze strachu przed zostaniem zranioną.

Ech, Nezumi pewnie się ze mnie teraz śmieje.

Dorośli mogą sobie robić wymówki i się poddawać; jakiekolwiek konsekwencje by nie przyszły i tak mogą obwiniać tylko siebie. Jednak młodzi mężczyźni i kobiety nie są tacy sami. Muszą żyć i trwać przez kolejne dni. Nie mogą uciec tak łatwo w objęcia rozpaczy.

Spojrzeć na świat ich oczami; zacząć od nowa w miejscu, w którym odrzuciłam rozpacz; wypełnić ten świat słowami, które nie są sztucznymi bibelotami - mogłabym to w ogóle zrobić?

Mam wielką nadzieję na wyzwanie siebie samej i otaczającej mnie rzeczywistości z No.6 jako moją bronią. Miałabym niewielkie szanse na zwycięstwo, ale chciałabym wierzyć... że chociaż nie będę przegrywać bez przerwy.

Jestem wdzięczna z głębi serca wszystkim, którzy doczytali aż do tego momentu.


Lato 2007
Asano Atsuko

piątek, 26 października 2012

Tom II: Posłowie


Tom 2 (tankobon)

Co się dzieje wokół ciebie, kiedy czytasz tę konkretną stronę mojej opowieści?

Co z wojnami, z głodem, z tym światem? Ludzie nadal się zabijają? Czy nienawiść wciąż pływa w powietrzu? Rozpacz wciąż narasta?

Wierzysz w słowo ,,nadzieja''? Zawsze chciałam w nie uwierzyć - uwierzyć, że świat mógłby zostać naprawiony, że ludzie któregoś dnia odłożyliby broń. Kiedyś.

Pisanie historii dla młodych ludzi nie różni się niczym od opowiadania bajki o nadziei - bo nic nie powinno rodzić się z rozpaczy.

Tak czułam się aż do teraz, i posłuszna temu uczuciu, plotłam opowieści mówiące o nadziei, choć dość niefrasobliwie.

– Nic nie wiesz. Nie wiesz, jak to jest przymierać głodem, drżeć z zimna, jęczeć przez ranę, która zaropiała, bo zbyt długo pozostawała nie leczona; nie znasz cierpienia, które odczuwa się, gdy w ranie zalęgną się larwy i zaczynasz gnić żywcem; nie wiesz, jak to jest, patrzeć, jak ktoś umiera tuż przed tobą, a ty nie możesz nic zrobić. Absolutnie nie wiesz nic. Wygłaszasz jedynie piękne słowa.


 – Szukasz po prostu drogi ucieczki, która uchroni cię od cierpienia.


 – Słowa nie są czymś, co możesz ot tak sobie rzucać. Nie możesz sobie pozwalać na bycie zmuszanym do mówienia czegoś, z czym się nie zgadzasz i po prostu poddawania się. Ale ty nie masz o tym pojęcia. Dlatego nie mam zamiaru ci ufać.


Te niezliczone słowa, które Nezumi cisnął w Shiona, były także ostrzami i igłami, wbijającymi się w moje ciało.

Tak: czuję się jakbym do teraz żyła, nie próbując się niczego dowiedzieć. Nie cierpiałam żadnych chorób, nigdy nie musiałam się martwić o jedzenie czy jutro; żyję życiem bez odrobiny strachu przed zostaniem rozsadzoną przez bomby czy miny. Kocham moje cokolwiek nudne, ale spokojne życie. I samo to mi wystarcza. Ale gdy oddaliłam się już odrobinkę od tego spokoju, nie mogłam iść naprzód nie widząc, jak blisko połączone było z tymi obcymi światami, wyglądającymi wcześniej tak odlegle; pogrążone w wojnach i głodzie, stanowiących cierń w boku tamtejszej ludności.

Jednostki zawsze są połączone ze swoim narodem, a naród zawsze łączy się z resztą świata. Niemożliwym byłoby je rozdzielić. A ja wreszcie to zrozumiałam.

Dlatego chciałam napisać tę historię, nieważne ile by mnie to kosztowało. Wraz z pewnym chłopcem imieniem Shion, chciałam wyciągnąć rękę i dotknąć świata. Chciałam pisać o młodej i niezdarnej duszyczce, otwierającej swoje ciało, by pojąć świat przez przepływający przez nie ból i radość.

Jednak szczerze mówiąc, zdarzyło się kilka chwil, w których myślałam, że nie będę mogła być jak Shion. Nie mogłam zetrzeć się ze światem z jego szczerością. Nie mogłam tak gorliwie chcieć kogoś innego. Nie mogłam rzucać słów z taką wiarą. I bałam się, że zostanę zraniona. Zawsze wymyślałam dla siebie wygodne wymówki. Nie potrafiłam błagać jak on.

W tym momencie pisania, z jakiegoś powodu czuję coś bliższego porażce niż zadowoleniu.

Przepraszam, no i znowu zaczynam z narzekaniem. Ci najbardziej niestali mówią najwięcej, i najbardziej się skarżą.

W każdym razie, historia wciąż się rozwija. Naprawdę wierzę, że będziesz w stanie cieszyć się życiem Shiona i Nezumiego, iść naprzód, i wpleść ich opowieść we własne życie.

Nawet ja nie mam pojęcia, co sie przydarzy tej dwójce. Nie trzymam tego w tajemnicy specjalnie: ja naprawdę nie wiem, co się stanie.

Jednak to jedno wiem na pewno: nie chcę pozostawić Shiona jako idealisty, który potrafi tylko mówić; nie chcę też zrobić z Nezumiego terrorysty pełnego nienawiści. Choćby nie wiem co, chciałabym tego uniknąć. Więc co muszę zrobić? Czego potrzebują, żeby przetrwać, by uniknąć ,,zostania wrogami'', jak to powiedział Nezumi? Wiem, że muszę myśleć o tym jak o rzeczywistości, a nie fantazji. To zaś musi oznaczać skupienie świateł na brzydocie miasta-państwa, słabości istnień ludzkich, mojej własnej niższości, i nigdy nie odwracać od nich wzroku.

No i oczywiście, ponad wszystko chcę opowiedzieć bajkę o nadziei - tym razem już nie niefrasobliwie, z uśmiechem na twarzy, używając zwiotczałych, pozbawionych życia słów, nawet nie jakoś specjalnie dobranych. Chcę mówić słowami, w które włożyłam samą siebie - mogę i szeptać, jeśli będzie trzeba - ale chcę przekazywać nimi nadzieję, taką jak ta, którą sama poznałam. Chciałabym zostać taką pisarką.

Nie mam pewności, że mi się uda. Przekonałam się już doskonale o własnej bezsilności i niezdolności do wielu rzeczy. Jednak wciąż wydaje mi się, że wolno mi jedynie walczyć dalej po stronie tych młodych ludzi.

Dedykuję prosto z serca całą moją wdzięczność i najwyższy podziw panu Yamakage Yoshikatsu z Wydziału Edytorskiego Kodansha, a jednocześnie chcę mu ponarzekać: ,,to takie męczące, ta cała praca''. Ale wiem, że odpowiedziałby pewnie - nie, na pewno - ,,Jesteś dla siebie za bardzo pobłażliwa. Mam cię za profesjonalistkę. Przynajmniej upewnij się, że Nezumi i Shion cię nie wyśmieją. No już, rozchmurz się''.

Cóż, doszliśmy do końca. Wyrazy wdzięczności wszystkim poniższym (tym razem już bez narzekań): panu Kageyamie Toru, za stworzenie świata No.6 bardziej realistycznym, bardziej fantastycznym, niż cokolwiek, co mogłaby stworzyć moja wyobraźnia; i panu Kitamurze Takashiemu, za nadanie No.6 jego unikalnego światła i cienia przez zdjęcia. Dziękuję.


Styczeń 2004
Asano Atsuko




Tom 2 (bunko)


Wszystkim wam, którzy przeczytaliście tom drugi No.6 - po pierwsze dziękuję z głębii serca.

Tym razem postanowiłam oddać narrację Shionowi, i pozwolić wyjrzeć mu z miasta-cytadeli No.6, na zewnętrzny świat Zachodniego Bloku.

Jaki obraz odbijało to miejsce w waszych oczach i sercach, czytelnicy? Kontynuując spisywanie tej opowieści, wciąż napotykam własną hipokryzję, co czasami dość mnie stresuje... nie, przez cały czas. Jak ktoś taki jak ja, kto nigdy nie głodował czy zamarzał, miałby napisać o ludziach z Zachodniego Bloku?

Jeśli jakoś to nazwać, pasuje tylko arogancja i nieodpowiedzialność; właśnie dlatego nigdy nie lubiłam rozmawiać o tej historii, a jeśli już otworzę usta, wydostają się z nich jedynie wymówki. Przepraszam.

A jednak dla mnie młodzi chłopcy (i dziewczęta) dzisiejszych czasów są fascynujący, i stali się obiektem mojego głębokiego uwielbienia. Tak bardzo chcę wiedzieć, jak oni będą żyć w tym świecie, że zamiast uczyć się na własnych błędach, arogancko i nieodpowiedzialnie kontynuuję pisanie powieści takiej jak No.6. Wstrzymując w sercu zarówno radość jak i strach, że więcej ludzi przeczyta tę książkę w formie bunko. Myślę, że chciałabym pożyć obok tych młodych chłopców i dziewcząt jeszcze troszkę dłużej.

Bardzo, bardzo dziękuję wam za czytanie.


Styczeń 2007
Asano Atsuko

czwartek, 18 października 2012

Tom I: Posłowie (bunko)


((tu wykorzystam chwilę na wyjaśnienie terminu bunko - otóż chodzi o coś w rodzaju ,,drugiego wydania''; książka jest wtedy wydawana w miękkiej okładce, czasami zilustrowana i znacznie tańsza niż wydanie pierwsze. Tankobon zaś... okej, odsyłam do angielskiej wikipedii, zainteresowani mogą sobie poczytać -> 
I proszę uważać na końcówkę poniższego posłowia, Japończycy lubią gry słowne.))

Tom I (bunko)

Posłowia zawsze wprawiają mnie w okropne zakłopotanie. To zawstydzające. Za każdym razem, gdy jakieś piszę, chcę się ze wstydu zapaść pod ziemię. Słyszę swój własny głos, mówiący mi: ,,jak możesz robić coś tak żenującego bez żadnego wahania?''

Wydaje mi się, że to przez fakt, że zawsze używałam posłowi do robienia sobie wymówek i to nieświadomie, przez co czuję się jeszcze gorzej. Zawsze usiłowałam jakoś wypełnić nimi te rażące braki w mojej pracy. Czuję, że to właśnie miałam zamiar zrobić.

Kiedy doszło już do mnie, co robiłam, przysięgłam sobie nie pisać już żadnych posłowi. Byłam przekonana, że nic, co pisarz powie, czy napisze, poza swoim utworem, nie ma żadnego znaczenia.

Do tej chwili, w której to piszę, No.6 zyskało już wydanie bunko (w papierowej okładce). Przez dłuższy czas doskwierał mi brak pieniędzy, więc jako czytelniczka mogę powiedzieć, że jestem w raczej bliskich stosunkach z bunko. Ta mała książeczka w przystępnej cenie była niczym dar boży dla mojego portfela i niewielkich funduszy.

Dziękuję, bunko.

Skoro już się do tego przyznałam, mogę szczerze stwierdzić, że cieszę się, że ta opowieść zyskała wydanie bunko, by inni ludzie z niewielkimi funduszami i szczerą miłością do książek mogli mieć do niej dostęp. Czy warta jest przeczytania? Cóż, tę kwestię zostawmy na kiedy indziej. Nie mam zamiaru mówić nic w stylu: ,,przelałam w to całą moją duszę'' - to nawet nie kwalifikuje się jako dobra wymówka. Ciągle chcę wierzyć, że jeszcze nie spadłam do tego poziomu.

Sama historia jest daleko poza rzeczywistością, a mimo to wszystko w niej jest prawdziwe. Cokolwiek zostało w niej przedstawione - tragedia, okrucieństwo, tyrania ludzi u władzy, ludzka chciwość, chęć mordu... weźcie którekolwiek z nich i poszukajcie wokół siebie, a zobaczycie, jak dalece rzeczywistość wyprzedziła wszystko opowiedziane w mojej powieści.

Jak ludzie mogą być tak okrutni? Tak nieludzcy? Szok odbiera mi mowę. Jednak pomimo to wciąż pytam siebie, czy mogłabym odnaleźć nadzieję w życiu rodem z No.6? Szanse są dość niepewne i cieńsze niż zawartość mojego portfela. Ale mogę jedynie pisać dalej, inaczej czułabym, że przegram z okrucieństwem i arogancją rzeczywistości – naprawdę nie mogę po prostu podkulić ogona i przyznać, że przegrałam, więc piszę. Chcę stanąć naprzeciw prawdziwemu światu i podjąć jego wyzwanie, z No.6 jako bronią. Chcę rozedrzeć szaty tego, co zwą rzeczywistością czy ludzkością, wyciągnąć to, co kryje się pod nimi, i zbudować na nowo, już nie z rozpaczy, a z nadziei.

To też jedna z moich ambicji.

Ach, czemu znowu się wymawiam? A może po prostu próbuję się pocieszyć? Albo wymachuję wielkimi słowami, próbując przekonać do nich zarówno siebie, jak i innych? Hmm. To naprawdę okropne. A jednak...

,,Wnerwiasz mnie''.


Zupełnie jakbym właśnie usłyszała szept Nezumiego.

,,Co za denerwująca kobieta. Jeśli masz czas na narzekanie, spróbuj najpierw pozwolić własnym słowom za siebie zawalczyć''. 


Słyszę głos, każący mi stoczyć bój, dzielniejszy, żywszy niż jakikolwiek inny - czy to ze sobą, czy z innymi, czy z czasami. Na mojej twarzy pojawia się grymas i zaczynam drżeć odrobinę.

Ma rację. A teraz, zanim napiszę posłowie, napiszę swoją własną historię - historię pozbawioną narzekań, wymówek czy oszustw.

I proszę bardzo, macie posłowie, które nie jest do końca takim posłowiem, jakim powinno być. Naprawdę przepraszam. Gdyby to było możliwe, chciałabym uczynić to moim ostatnim posłowi(owym postulat)em.

Na koniec  chciałabym podziękować z całego serca ludziom z Biura Książek Dziecięcych Kodansha: panu ś.p. Yamakage Yoshikatsu, panu Yamamuro Hideyuki i pani Jinbo Junko z Departamentu Publikacji Bunko.
Dziękuję, tak bardzo wam dziękuję.


2006, późne lato
Asano Atsuko