Staram się dodawać nowe posty w niedziele. Staram się.



Zakończono tłumaczenie No.6.


Dziękujemy za wszystkie podziękowania. To był miły rok z hakiem. I późniejszy rok. I chyba jeszcze jeden. Te dwa późniejsze składały się z czytania Waszych komentarzy. I tak dzięki.

(Do pań profesor jeśli przypadkiem odwołam się do tego na maturze: przepraszam, ja naprawdę tłumaczyłam to w gimnazjum. Ale prawdziwa książka istnieje. Obiecuję.)


Wszystkie rozdziały można znaleźć w zakładce ,,No.6''/,,No.6 Beyond''.


Kup powieść i mangę w oryginale, wspomóż panią Asano.


Tłumaczenie: Kuroneko
Korekta: Ayo, Dżun

czwartek, 3 maja 2012

Tom IV: Rozdział 3

 ((I witamy po przerwie na reklamy~~ Trochę czasu minęło, a mnie powolny internet do pasji doprowadza, więc na wstępie tylko powiem, że dzisiaj ktoś mdleje, ktoś umiera, a my poznajemy ostatnią z myszek Nezumiego - Tsukiyo (aka Księżycowa Noc). Indiańskie takie to imię, ale cóż zrobić, zgadnijcie kto je wymyślił xD No to miłej zabawy ._.))
 
Rozdział 3
Zamroczenie

Czy przyszedłeś do mnie,
Gdyż zapadłam w sen,
Zadręczana przez miłość?
Gdybym wiedziała, że śnię,
Nie obudziłabym się.
Ono no Komachi

 – Powinieneś napisać list – odezwał się Nezumi bez odrywania wzroku od książki.

 – List... Do mojej matki?

 – Jeśli masz jeszcze jakichś innych adresatów to do nich też.

 – Dostarczysz go?

 – On to zrobi – Mała myszka, siedząca na kolanie Nezumiego, czyściła swoje właśnie wąsy.

 – Dziękuję, Hamlet.

 – Nie musisz mu dziękować za każdym razem, kiedy idzie spotkać się z twoją mamą. Obżera się smacznym chlebem, więc to dla niego dużo większe podziękowanie.

Shion naskrobał kilka słów na urwanym kawałku papieru. Zbiór literek. Tylko jedna linijka. Jakie uczucia mógł w niej zawrzeć?

Skończył pisanie i wcisnął liścik do kapsułki. Hamlet wziął ją do pyszczka, po czym machnął ogonem. Nezumi zamknął głośno książkę. Był to piękna książka w błękitnej oprawie z białym wzorem płatkami kwiatów.

 – Co czytałeś?

 – Starożytną historię o kraju, będącym bardzo daleko stąd, prawie na krańcu świata. Bardzo stara opowieść.

 – Mit?

 – Historia o ludziach – Nezumi wstał i prześlizgnął się do półki. Wypełniony książkami pokój był ciepły dzięki staremu piecykowi. W niczym nie przypominało to luksusowej dzielnicy Chronos w No.6, gdzie wszystko było chronione przez system kontroli atmosfery i można było żyć w idealnej temperaturze oraz wilgotności niezależnie od pory roku, dnia, czy pogody na zewnątrz. W Zachodnim Bloku nie było nadziei na takie środowisko, jednak Shion uznał ciepło pieca za nawet milsze niż coś kontrolowanego przez maszyny. Jeśli było mu zimno, owijał się kocem i przysuwał się bliżej źródła ciepła. Jeśli było za gorąco, odsuwał się i zdejmował sweter. Tylko tyle trzeba było zrobić. Niby tak prosta czynność, ale wcześniej nawet o tym nie wiedział. Nauczył się tego dopiero tutaj, w tym pokoju.

 – Powiedz... – zaczął Shion, nalewając sobie kubek wody, gotującej się na piecyku. – Robi się tu gorąco latem?

Nezumi odwrócił się do niego sprzed regału i wytrzeszczył oczy.

 – Co takiego latem?

 – Miałem na myśli... Wiem, że skoro jesteśmy pod ziemią to powinno być tu chłodno, a skoro książki nie są z kamienia to i zbyt wilgotno by nie było... Po prostu zastanawiam się, jak tu jest latem.

 – Jest dobrze. Lepiej niż w hotelu Inukashi.

 – To co powinniśmy zrobić z piecykiem?

– Eh?

 – Zimą możemy go tak cały czas używać, ale latem pewnie nam to nie wyjdzie, prawda? To jak inaczej mamy gotować jedzenie? Nawet wody nie zagotujemy. – Podał Nezumiemu kubek wrzątku. Był to jedyny dostępny im napój.

 – Że niby teraz martwisz się o jedzenie na lato?

 – Nie martwię się, tylko zastanawiam... W sumie można by gotować na zewnątrz. Wyciągnąć piec i tam przygotowywać jedzenie.

 – Cóż... tak też można.

– Ach, rozumiem – powiedział z satysfakcją Shion. – Tylko może być problem w deszczowe dni.

 – Shion. – Nezumi lekko uniósł swój kubek. Shion widział parę ciemnoszarych oczu, wpatrujących się w niego przez obłok pary.

 – Masz zamiar tu mieszkać nawet latem? Znaczy, naprawdę myślisz, że możesz?

 – Jeśli tylko wcześniej mnie nie wykopiesz.

 – Aż taki bezduszny nie jestem. Możesz tu zostać jak długo ci się podoba.

 – Dzięki. Ulżyło mi.

 – Lato, hm – odezwał się w zamyśleniu Nezumi. – Zastanawiam się, jak by to było. Nigdy nie wybiegałem myślami aż tak daleko. ...Ciekawe, czy nadal tu będziesz.

 – Takie mam plany.

 – W sensie, czy tego dożyjesz, rozumiesz? Czy zostanie z ciebie garść kości zamknięta w urnie, czy coś.

 – Żadnych prochów. W ziemi też nie chcę być pochowany.

„Chcę doświadczyć lata jako żywa istota, u twojego boku. Chcę żyć tu, w tym pokoju, zakopanym pod tysiącami książek. Chcę poczuć pot, spływający po moim ciele i promienie słońca, palące moją skórę”.

 – Nezumi, chcę móc oglądać lato z tego miejsca.

 – Żywy?

 – Żywy.

 – Dość skromne życzenie. Chociaż ciężko je będzie spełnić – Nezumi oparł się o regał i nagle zmienił temat. – Shion, myślisz, że to poruszenie w mieście ma jakiś związek z pasożytniczymi osami?

Shion usadowił się na podłodze z jednym kolanem w górze. Wspięła się na nie mysz. Była to trzecia myszka, nazwana przez Shiona Tsukiyo od ciemnego koloru futerka.

 – Tak, tak mi się wydaje. Nie żebym cytował Furę, ale trudno mi uwierzyć w nieznaną chorobę, szerzącą się w No.6.

 – Naprawdę? To mógłby być jakiś nowy wirus. Choroba przekazywana przez nowy wirus. To chyba jest nawet możliwe, co?

W 1980 Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła kompletne zniszczenie wirusa czarnej ospy. Jak na ironię, w kolejnych latach niezliczone wirusy, nieznane dotąd ludzkiemu gatunkowi, zaczęły się pokazywać.

Ebola, HIV, Sin Nobre, Nipah, gorączka Lassa, Hantaan – do opisania takich pojawiających się co chwilę wirusów ludzie używali słowa „nowy”.

Shion pokręcił głową.

 – Nie wydaje mi się, żeby to był wirus.

 – Czemu nie?

 – Nowe wirusy zazwyczaj pochodziły od zwierząt, żyjących w lasach tropikalnych. Wirusy pewnie po prostu zaczęły się wyłaniać jeden po drugim z głębi dżungli przez wylesianie – tak właśnie ludzie weszli z nim w kontakt. Dlatego usiłuję powiedzieć, że wirusy nie pojawiają się znikąd; to wina ludzi, że wkroczyli na ich teren. Ale No.6 jest inne. Jest zamknięte, odizolowane. Ma swoje własne mury, więc nie miesza się w sprawy innych gatunków. Tamci ludzie są w stanie powstrzymać każdą, nawet najmniejszą rzecz od wkroczenia na ich terytorium, co do nanometra. Nie wydaje mi się możliwym, żeby wpuścili do środka wirusa.

 – Wyjątkowo pewien jesteś, jak przychodzi do takich tematów – powiedział kwaśno Nezumi. – Ale są ludzie jak tamten kobieciarz, którzy przychodzą w tajemnicy do Zachodniego Bloku. Mógł tutaj złapać wirus. To jest możliwe, prawda?

 – A więc tu też powinni być jacyś pacjenci. Biorąc pod uwagę tutejszą populację, dwa czy trzy razy więcej ofiar powinno wykazywać tutaj symptomy, których nikt wcześniej nie widział na oczy. Gdyby coś takiego się stało, wszystkie bramy natychmiast by zamknęli. Nikt nie byłby wstanie wejść, ani wyjść z miasta. 

– Czyli obstajesz przy teorii z pasożytniczymi pszczołami.

 – Nezumi, widziałem to na własne oczy.  Yamase upadł, zestarzał się i umarł tuż przede mną. Poza tym osa wylazła z podstawy jego szyi. To była nienaturalna śmierć. Nie widzę żadnej innej przyczyny. To, co dzieje się teraz w mieście musi mieć jakiś związek z pasożytniczymi osami.

 – Tylko skąd one niby miały się wziąć? Jak insekt wielkości paru centymetrów mógł dostać się do Świętego Miasta, skoro nawet wirusy nie mają na to szans? To nie są normalne osy. Zagnieżdżają się w ludzkich ciałach i mordują swoich żywicieli. To utalentowani mordercy.

Zapadła cisza. Nezumi złapał w obie dłonie ciepły kubek i spojrzał Shionowi w oczy.

 – Shion, myślisz o tym samym, co ja?

 – Prawdopodobnie.

 – Powiedz to.

Jego gardło było suche. Tak suche, że aż bolało. Shion pociągnął łyk wody i przełknął go powoli.

 – Osy nie są z zewnątrz.

Wziął kolejny łyk.

 – Przez cały czas były w No.6.

Nezumi również przyłożył krawędź kubka do warg. Jego gardło także było suche.

 – Mówiłeś wcześniej coś podobnego, że może pochodzą z Parku Leśnego. Powiedziałeś, że być może system administracyjny jakimś cudem przeoczył potwora, gdy się narodził.

 – Tak – zgodził się Shion. – Znaczy, wydawało mi się tak przez dwa wypadki w parku i to całe zamieszanie z Yamase... ale to chyba brzmi zbyt nierealnie.

 – Czyli mówisz, że może zwykłe osy nagle zmieniły się w te jedzące ludzi. Na to mówią „mutacja”, co nie?

 – Ale z takim typem mutacji jeszcze nigdy się nie spotkałem. Chociaż fakt, że nawet w zimnie pozostają aktywne... To niemożliwe w świecie natury.

„Niemożliwe w świecie natury. Więc może...”

 – Nie ma mowy... – mruknął do siebie Shion. – Jak coś takiego...

Głuchy odgłos uderzenia odbił się po pokoju. Kubek, który wypadł z ręki Shiona, przewrócił książkę i potoczył się po podłodze.

 – Eh?

Kątem oka Shion zobaczył upadającego naprzód Nezumiego. Widział jak uginają się pod nim kolana, jakby w zwolnionym tempie.

 – Nezumi! – Shion rzucił się, by pochwycić w ramiona jego ciało. – Nezumi! Trzymaj się!

Nezumi był ciężki i całkiem wiotki. Nie był w stanie stać o własnych siłach. Shion nie mógł w to uwierzyć. Jego umysł był pusty, nie mógł o niczym myśleć. Nie był w stanie podjąć racjonalnej decyzji. Nie potrafił nic zrobić.

 – Nezumi! Nezumi! – desperacko wzywał jego imię, przytulając go mocno. Czuł jak trzęsie się ciało w jego rękach. Przez strzelanie w palcach Nezumiego, którymi zakrył twarz, dał się słyszeć jego jęk.

 – Prz... Przestań...

 – Nezumi? Co jest? Nie zostawiaj mnie, Nezumi!

 – Przestań... kto... kto to... – Palce Nezumiego opadły na ramię Shiona i się w nie wbiły. Mocno się trzęsły.

Shion poślizgnął się na kałuży wody i upadł z Nezumim w ramionach. Stos książek przewrócił się, a wystraszone myszki usunęły się z pola widzenia.

 – Nezumi, co się stało?! Powiedz mi co ci jest.

„Trzymaj się. Weź się w garść” – mówił sobie. Jednak jego kompletnie przejęte strachem ciało po chwili również zaczęło się trząść. – „Nezumi. Nie mów mi... że ty też...”

Osa przeżarłaby się na zewnątrz. Wygryzłaby sobie drogę spod jego gładkiej skóry.

„Jeśli to... Jeśli to się stanie...”

 – Nie!

„Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie zniosę tego. Jeśli stracę cię tutaj, właśnie teraz, postradam zmysły. Oszaleję. Świat przewróci się do góry nogami”.

„Nie. Nie. Nie!”.

Mentlik w głowie potęgował jego strach, całkowicie unieruchamiając procesy myślowe.

„Nie. To za dużo. Ktoś... Ktokolwiek, proszę...”

Ciało Nezumiego było coraz bardziej gorące. Pot zwilżył dłonie Shiona.

 – ...Shion... – Nezumi zawołał cicho jego imię pomiędzy jękami. – ...Pomóż mi...

Na Shiona zadziałało to jak siarczysty policzek. Teraz był całkowicie rozbudzony.

„Rusz się. Rusz się zanim zaczniesz lamentować i płakać. Naprawdę nie możesz zrobić nic poza trzymaniem go w ramionach?”

Przygryzł wargę, przelewając siłę w ręce. Położył Nezumiego na podłodze i rozerwał jego koszulkę.

Położył dłoń u podstawy szyi Nezumiego. Była oblana potem, ale poza tym nie wyczuł na niej żadnych nieprawidłowości. Żadnego nalotu czy zgrubienia. Przycisnął ucho do jego piersi, wsłuchując się w bicie serca. Zmierzył mu puls. Rytm był szybszy niż normalnie, jednak nadal regularny. Nie miał żadnych problemów z oddychaniem czy wymiotami. Prawie zerowe szanse zadławienia. Więc co z tą utratą świadomości?

Shion ścisnął dłoń Nezumiego i przysunął się do niego.

 – Nezumi, słyszysz mnie?

„Usłysz mnie. Proszę, pozwól, żeby mój głos do ciebie dotarł. Otwórz oczy i mi odpowiedz”.

 – Pomogę ci, obiecuję.

„Pomogę ci tym razem. Więc błagam. Odpowiedz. Chcę twojej odpowiedzi. Nie... Wiem, że mi odpowiesz. Musisz”.

 – Nezumi!

***

 – Ale z takim typem mutacji jeszcze nigdy się nie spotkałem. Chociaż fakt, że nawet w zimnie pozostają aktywne... To niemożliwe w świecie natury. – Shion nagle przestał mówić i w ciszy spojrzał w dół. Wyglądało na to, że próbował się nad tym skupić.

„Lepiej nie będę mu przeszkadzać” – pomyślał Nezumi, pociągając łyk gorącej wody. Cokolwiek to było, na dziś sprawa zamknięta. Nie mógł przewidzieć, co mogłoby wydarzyć się jutro. Jednak nie było sensu myśleć o nim ze strachem, czy też się nim zadręczać. Nie wierzył w żadnego Boga. Do szpiku kości przekonany był o banalności słowa „przeznaczenie”. Nie myślał nawet o zawierzaniu się czemuś takiemu. Nie miał zamiaru pozwolić porwać się jego prądowi. Gdyby się poddał i porzucił swoje zmagania, jedyna droga prowadziłaby na dno. Dotarłby do śmierci, albo czegoś jeszcze gorszego.

Więc kontynuował swą rebelię. Ile to już lat minęło, odkąd się na to zdecydował? Mimo wszystko nie miał zamiaru się poddać.

To oznaczało nie porzucanie woli walki i kurczowe trzymanie się jutra, którego nie mógł przewidzieć. Oznaczało to również zastanawianie się nad tym wszystkim od czasu do czasu, jak Shion teraz. Oczywistym było, że Shion rzucał się i walczył na swój własny, uczciwy sposób. Niezdarna, pokręcona i słabo dowodzona, jednak wciąż walka pozostawała walką. Utrzymywał pozycję na swój własny sposób. Nie próbował uciekać od starć. Ani razu nie uciekł. Inukashi miał rację – Nezumi był nawet pod wrażeniem.

Białe włosy Shiona błyszczały pomarańczą, odbijając światło płomienia z piecyka. Nigdy nie powiedział tego na głos, ale Nezumi lubił jego włosy. Wydawały mu się być znacznie piękniejsze niż czarne, które miał wcześniej.

Może dałby tym włosom odrobinę czułości, przed oświadczeniem Shionowi, że idzie do łóżka.  Zniknąłby tak, żeby nie przeszkadzać jego rozmyślaniu.

Odpłynął.

Struga światła przebiła jego głowę. Jego oddech zatrzymał się w płucach. Wiatr, ostry powiew, krążył w jego czaszce. Jego ciało się zachwiało. Upadał. Kruszył się. Jego świadomość znikała.

 – Nezumi!

Słyszał krzyk Shiona. W tym samym momencie w jego uszach rozbrzmiała pieśń. Ktoś śpiewał. Czyjś śpiew brzmiał jak szept wiatru...

 – Prz... Przestań...

Chciał zatkać uszy, ale nie mógł ruszać rękami. Wciągało go to. Co to było? Co się działo? Wokół niego rozciągała się przestrzeń pełna zieleni. Czuł wilgoć trawy. Ciepła mgiełka róż mieszała się z trawiastym zapachem. Niezliczone drzewa stuliły się ze sobą, a paprocie wyrosły kępami. Warstwy liści i ściółki pokrywały ziemię cieniem zieleni. A do tego słyszał piosenkę z bardzo daleka. Piosenkę? To była piosenka? Tak, była. Na pewno, ale co mieszało się z jej dźwiękiem? ...Bzyczenie skrzydeł. Tysiące insektów latały dookoła.

„Ten dźwięk, ta piosenka, to miejsce, widziałem je już wcześniej. Gdzieś...”

„Nie, daję się wciągnąć”.


 – Nie!

Powietrze przeszył krzyk. Jego własny? Ściskał coś. Był przez kogoś trzymany.

Oto lina życia. Nie puściłby jej, za nic na świecie.

Użył całej swojej siły, by wbić w to palce.

Ciepły dotyk skóry przyciągnął jego świadomość trochę bliżej powierzchni.

„Shion”.

Wspinał się desperacko.

„Shion... pomóż mi”.


***

Niebieskawoszare drzwi windy zamykały się. W chwili, gdy krawędzie ich skrzydeł się zetknęły, Fura westchnął głęboko. Urzędnicy Ministerstwa Bezpieczeństwa, stojący po obu jego bokach, byli zupełnie jak kamienne statuy.

 – Dlaczego...

Wiedział, że nie ma sensu pytać, ale nie mógł znieść tej ciszy.

 – Czemu mnie aresztujecie.

Tak jak myślał, nie było odpowiedzi. Wysunął kolejne pytanie.

 – Czy to... Zakład Karny?

Jego kolana trzęsły się tak bardzo, że ledwie mógł stać prosto. Tego ranka opuścił dom tak jak zwykle. Żona odprowadziła go do drzwi, trzymając synka na rękach.

 – Kącik twoich ust nadal wygląda okropnie.

 – To nic. Nikt nie zauważy.

 – Głuptasie, upaść i zrobić sobie taką krzywdę.

 – Nie mów tylko nikomu. Wstydziłbym się, gdyby ktokolwiek się dowiedział, że zrobiłem to sobie przewracając się na schodach w parku. Niech to będzie sekret.

Na twarzy jego żony nagle pojawił się wyraz zmartwienia.

 – Uważaj. Dzięki Bogu, tym razem to była tylko mała ranka. Ale za każdym razem, kiedy myślę, że coś mogłoby ci się stać... od razu dostaję dreszczy.

 – Nic mi nie będzie. Muszę już iść.

Pocałował żonę w policzek i miał zamiar wsiąść do samochodu, który przyjechał po niego, by zawieźć go do Centralnego Ministerstwa Administracji. Chwilę przed tym, jak to zrobił, usłyszał wołanie swojej żony.

 – Nie zapomniałeś o tym, prawda?

 – O czym?

 – O moim powrocie do pracy. Chciałabym to zrobić po Nowym Roku.

Jego żona pracowała w Ministerstwie Administracji Ruchu Ulicznego. Odkąd ich syna uznano za członka elity i zagwarantowano edukację w idealnym środowisku, wyraziła chęć powrotu na stanowisko i kontynuowanie pracy.

 – Nie powinno być z tym problemu.

W No.6 kobiety, które urodziły i chciały powrócić do zawodu, miały na to niemal stuprocentowe szanse. Bezpośrednim przełożonym Fury była kobieta, będąca matką dwójki dzieci. Gdy ludzie otrzymywali pracę, nie zostawali wybrani ze względu na płeć, ale na własne umiejętności.

 – Powinnaś zacząć się przygotowywać do powrotu. Jeśli jest coś, w czym mogę pomóc, zrobię to z przyjemnością.

 – Dziękuję. Cieszy mnie to – uśmiechnęła się. Ich syn poruszył się w jej ramionach. Machnął rękami na Furę.

 – Tata, robak leciał.

 – Eh?

 – Robak leciał. Taki czarny.

 – Od kiedy na dworze jest tak zimno? Ha ha,  musi się trochę ocieplić, żeby jakieś robaki w ogóle zaczęły latać.

Było słonecznie, jednak wiał północny wiatr. Być może po południu zacząłby nawet padać śnieg.

„Może dzisiaj szybciej wyjdę z pracy”.

Pomachał do żony i syna. Samochód ruszył naprzód. Poranek był jak każdy inny. Pomijając ranę na dłoni, pulsującą głuchym bólem, nic nie odstawało od normy. Początek dnia był jak każdy inny.

Zaczęło się to zmieniać, kiedy przejechali przez bramy Chronosu. Jego samochód został zatrzymany przez urzędników Ministerstwa Bezpieczeństwa, a kierowca musiał się dostosować.

 – Bardzo nam przykro. Otrzymaliśmy rozkaz zmiany miejsca celu tej podróży. – Dwóch mężczyzn nosiło mundury Dywizji Egzekutywy Prawnej i mówiło tonem uprzejmym, jednak stanowczym, nie pozostawiającym miejsca na sprzeciw. Fura poczuł przeszywający jego kręgosłup silny dreszcz. Zdecydowanie nie miał nic wspólnego z wiejącym wokół zimnym wiatrem.

 – Zostanie pan przewieziony przygotowanym przez nas samochodem.

 – Dokąd... mnie zabieracie?

 – Burmistrz czeka.

 – Ratusz Miejski? Nie ma potrzeby...

 – Odeskortujemy tam pana.

Przesiedli się do samochodu Ministerstwa Bezpieczeństwa.

 – Proszę wybaczyć... – mdłe słowa ciągnęły za sobą coś, czym związano mu oczy. Specjalna opaska, odcinająca całkowicie dopływ światła, wystarczyła, by pogrążyć Furę w świecie mroku.

Na początku ciemność przyrównał do tych, panujących w Zachodnim Bloku, jednak szybko zmienił zdanie. Zupełnie się różniły. Ciemność Zachodniego Bloku była głębsza, piękniejsza. Mrok, który zdawał się skrywać coś na swym dnie. Pomimo przerażenia i zdenerwowania, jakimi go napawał, zdecydowanie był do niego przywiązany. Był przekonany, że coś tajemniczego się tam kryje. Poza zdrowym uzależnieniem od kobiet z Zachodniego Bloku, pożądając również tej niezmierzonej ciemności. Miał około trzech lat, odkąd zaczął myśleć, że w ciemnym kącie jego ogródka coś się czai. Kilka razy rodzice zganili go za mówienie takich rzeczy. Jego matka i ojciec, tak mili, niemal aż za bardzo, oboje unosili się nagle gniewem i krzyczeli na syna. Od tamtego czasu Fura nigdy nie wspomniał o niczym, co kryło się w cieniu. Z czasem o tym zapomniał. W Zachodnim Bloku, gdzie spotykał się z prawdziwym mrokiem, cieszył się nawet z ukrywania się w nim. Uczucia i wspomnienia z dzieciństwa, zakopane głęboko w nim, powracały. Przywiązał się do tego, tak samo jak niemal do tego miejsca.

Ale czy to miało zagrażać jego życiu?

„Czyli odkryto moje wycieczki do Zachodniego Bloku”.

„Tylko co się teraz stanie? Zmiana nagrań to poważne przestępstwo. Jeśli się wydało, nie obejdzie się bez poważnych konsekwencji”.


Zostałby pozbawiony wszelkich kwalifikacji, wszystkie jego przywileje zostałyby mu odebrane, zostałby wyrzucony z Chronosu.

Myślał o najgorszym scenariuszu. Serce Fury było niezwykle spokojne. Nie był w żaden sposób przywiązany do swoich kwalifikacji, przywilejów czy Chronosa, a przynajmniej nie tak jak do ciemności Zachodniego Bloku. To było dziwne. Nie potrafił nijak wyrazić tych kłopotliwych uczuć.

Przez jego myśl przemknęła twarz chłopca. Białowłosego, dziwnego chłopca. Powiedział bez ogródek, że nie ma zamiaru wracać do No.6.

Pewnie był w stanie zadeklarować to tak jasno ze względu na swój wiek; był młody, nierozsądny i pełen ignorancji. Ale nawet jeśli... Nawet jeśli był młody i głupi, czy dało się tak po prostu odsunąć No.6 na bok? Tego nie potrafił zrozumieć.

„Coś długo to zajmuje”.

Zbyt dużo czasu już upłynęło jak na wycieczkę do Ratusza. Biorąc pod uwagę długość podróży, już dawno minęli centrum.

 – Do... Dokąd jedziemy? – Jego głos załamał się nerwowo.

 – Burmistrz czeka.

 – Nie minęliśmy już przypadkiem Kropli Księżyca?

 – Cicho, proszę. Albo...

 – Albo co?

Usłyszał stłumiony chichot. To było nawet bardziej przerażające niż słowa groźby.

 – P–powiedz mi proszę, czemu jestem eskortowany. Z jakiego powodu? Błagam, powiedz.

 – Cicho, proszę – powiedział mężczyzna po prawej. Klepnął lekko ramię Fury.

Niedługo potem samochód wreszcie dotarł do swojego przystanku. Gdy się zatrzymał, wyciągnięto go z pojazdu i usadzono na elektrycznym wózku, nie zdjąwszy mu nawet opaski z oczu. Jechał na nim długim korytarzem. Było to bardzo ciche miejsce. Słyszał jedynie hałas silniczka własnego wózka. Dwójka urzędników Ministerstwa Bezpieczeństwa nie wydawała żadnych dźwięków idąc, może przez jakieś specjalne obuwie, albo dlatego, że po prostu wytrenowano ich do chodzenia cicho. Kiedy opaska Fury została usunięta, a on wstał z wózka, pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, były zamykające się drzwi windy. Za szklanymi drzwiami widział wyłożony szklanymi kafelkami pokój, pełen mężczyzn i kobiet w białych, laboratoryjnych kitlach.

„Szpital? Nie... to na pewno nie jest...”

„Dlaczego mnie aresztowano?”


„Czy to… Zakład Karny?”

Nadal wysuwał pytania, na które nikt nie chciał dać mu odpowiedzi.

„Powiedzcie mi. Ktokolwiek”.

Winda się zatrzymała.

Zjechała na dół.

„Zakład Karny. Piwnica. Nowa część budynku. Nowa winda”.

Nadużył uprawnień swojego stanowiska, by nadpisać nagrania. Musiałby wziąć odpowiedzialność i otrzymać ostrzeżenie od samego burmistrza. Przestrogę. Karę.

Nie, nic z tych rzeczy. Nic nawet w połowie tak pobłażliwego.

Terror ogarnął jego ciało.

 – Pozwólcie mi wrócić!

Przekręcił się.

 – Wypuśćcie mnie stąd. Wypuśćcie.

Poczuł impuls w karku. Porażono go prądem. Całe jego ciało zostało sparaliżowane.

 – Mówiłem, żebyś był cicho.

Usłyszał jak urzędnik Ministerstwa Bezpieczeństwa znowu wydał stłumiony chichot.

****

 – Wygląda na to, że wszystkie przygotowania zakończone – powiedział mężczyzna w białym kitlu, gdy się odwracał. Burmistrz No.6, pierwszy ze swojego pokolenia, przyłożył do ust swój biały, porcelanowy kubek i pociągnął łyk ciemnobrązowego napoju.

 – Rozumiem. Dobrze.

 – Hmm? Coś się stało? Jesteś dość blady.

 – Byłem ostatnio dość zajęty.

 – Zmęczony? To nie dobrze. Wykończenie organizmu otwiera drzwi wszystkim drobnoustrojom. Radziłbym być ostrożnym. Wypiszę ci potem receptę.

 – Dzięki.

 – Projekt jest już prawie zakończony. Ale do tego czasu... Nie, właściwie nawet potem, musisz zostać zdrowy. Powinniśmy już iść?

Burmistrz odłożył swój kubek. Na pierwszy rzut oka nie wydawało się w nim być kompletnie nic niezwykłego. Jednak przy bliższym spojrzeniu dało się zobaczyć skomplikowane wzory, wygrawerowane z tyłu ucha. Był to wyjątkowo drogi przedmiot.

 – Jesteś pewien, że masz zamiar to zrobić? – Mężczyzna w białym fartuchu spojrzał na niego z niedowierzaniem na moment przed roześmianiem się.

 – Oczywiście.

 – Ale w przeciwieństwie do tamtej dziewczyny, tym razem... Powiedz, co ty jej wtedy w ogóle zrobiłeś?

 – Jej? Nic jej nie jest. Miała drobne problemy, ale niedługo będzie w pogotowiu. To bardzo ładna dziewczyna i zacząłem ją nawet lubić. Będę ją dobrze traktować.

 – Może i była elitą, ale nadal się uczyła. Elita, którą tym razem mamy w swoich rękach, naprawdę jest w zawodzie.

 – Będzie znacznie bardziej użyteczny, właśnie dlatego, że jest w swoim zawodzie. Na więcej niż jeden sposób. A poza tym z tego co wiem z twoich badań, i tak był wadliwym produktem, prawda? Wiele razy złamał przysięgę lojalności wobec naszego miasta.

 – Cóż, tu masz rację – wychodził do Zachodniego Bloku bez wyraźnego powodu. Ostatnio zauważono u niego rany na twarzy i dłoniach, które prawdopodobnie też przyniósł z Zachodniego Bloku. Istnieje podejrzenie manipulacji nagraniami. To naturalnie jest zdrada, ale...

 – Musi zostać ukarany.

 – W ten sposób?

 – Fennec. – Mężczyzna w kitlu użył wobec burmistrza jego starego przezwiska.

„Czy to nie on nadał mi to przezwisko w szkole, od małego, pustynnego lisa?”

Mężczyzna stanął naprzeciw burmistrza i położył mu dłoń na ramieniu.

 – Fennec, będziesz królem.

Wysoki człowiek pochylił się lekko naprzód i zaczął mówić szybciej.

 – Twoje dni doglądania polityków jako burmistrz są skończone. Od teraz ty będziesz rządził. Jako absolutny władca, zdominujesz tę ziemię.

 – Wiem.

 – To czemu się wahasz? Kogo obchodzą jeden czy dwa wadliwe produkty?

 – Masz rację – mruknął udobruchany burmistrz.

 – To jest ofiara. Poświęca się dla naszego dobra. To honorowa rzecz dla mężczyzny.

Człowiek w fartuchu mruknął jeszcze raz:

 – Będziesz rządził jako król absolutny.

Burmistrz kiwnął głową, krzyżując ramiona.

 – Chodźmy więc – powiedział, prowadząc mężczyznę w kitlu.


Pokój był pusty. Nazywano go Komnatą Eksperymentów I. Ściany ze specjalnego materiału nie miały żadnych okien. Jedynym meblem było krzesło. Przywiązano do niego mężczyznę. W jego oczach malował się strach i dezorientacja.

Z tej strony ściany widzieli wszystko, co działo się w tym pokoju. Człowiek w laboratoryjnym kitlu uderzał lekko palcami w panel kontrolny z wieloma przyciskami i lampkami. Jego chude palce poruszały się rytmicznie po panelu, utrzymując rytm, jakby wygrywał go pianista.

Tap, tap, tap, ta–ta–tap, tap, tap, ta–ta–...

„Czy to jakiś rodzaj utworu muzycznego? Bez wątpienia to klawiatura, nieważne jak na to spojrzę. Wygląda jak nietrafiona zabawka. Nie mógłby zrobić tego bardziej odpowiedniego dla...”

 – Co teraz, Fennec?

 – O czym ty mówisz?

 – Jako burmistrz, oświadczysz temu człowiekowi wyrok?

 – Nie, nie ma potrzeby,

 – Biedny przestępca nawet nie wie w jakiej sytuacji się znajduje. Spójrz jaki jest przerażony, żałosny człowiek. Nie uratujesz go?

 – Uratować? Co masz na myśli?

 – Dać mu szansę poznać swoją zbrodnię i błagać Boga o wybaczenie.

Burmistrz jęknął z rozczuleniem.

„I znowu wymyśla znikąd dziwne rzeczy. Zawsze miał do tego tendencję?”

 – Wierzysz w Boga?

 – Oczywiście, że nie. Ale z pewnością są ludzie, którzy chcieliby otrzymać Bożą litość zanim by odeszli, żeby mieć czyste serce.

 – Może i są. Ale nie w No.6.

 – Rozumiem. Mam nadzieję, że nie powiedziałem nic nieodpowiedniego.

 – Normalnie nie robiłbyś sobie tego typu żartów.

 – Najszczersze przeprosiny. No to zaczynamy.

Jego palce, które jeszcze chwilę wcześniej wygrywały lekko rytm, poruszyły się, tym razem niemal bez zainteresowania, by nacisnąć przycisk. Część ściany zmieniła się w biały ekran, na którym pokazały się różne liczby i litery.

 – To obecne dane o tym przestępcy. Jego puls, fale mózgowe, zesztywnienie mięśni – wszystkie odczyty z całego ciała są tu zapisane.

 – Rozumiem...

 – W tamtym pokoju są emitowane fale o częstotliwości poniżej poziomu słyszalnego dla ludzkiego ucha. Dźwięki są tylko wibracją powietrza. U ludzi te wibracje są przekazywane przez bębenek uszny, młoteczkiem, kowadełkiem i strzemiączkiem aż dotrą do ślimaka. Wiesz to, prawda? A częstotliwość fal, jakie mogą odbierać to...

 – Nic się nie zmienia – Fennec postawił krok naprzód, przyglądając się intensywnie scenie, rozgrywającej się w sąsiednim pokoju. Nie było żadnych zmian. Mężczyzna przywiązany do krzesła, rozglądający się niezręcznie, skierował właśnie wzrok na stopy.

 – Nie ma się czym denerwować. Zaczyna się. Ale zajmie to trochę czasu. Usiądziesz sobie?

 – Nie.

 – Więc może poczęstuję cię kubkiem kawy? Mam ziarna najlepszej marki.

 – Oferujesz mi, żebym napił się kawy? Tutaj?

 – Wolałbyś wino?

 – Nie... Jest w porządku.

 – Chyba nie jesteś w nastroju na słuchanie moich wykładów.

 – Przykro mi cię rozczarować, ale nie interesują mnie za bardzo organy odbierające fale dźwiękowe.

Mężczyzna w kitlu wzruszył ramionami i zapadła cisza. Nic się nie działo.

 – Jesteś pewien, że to nie jest niewypał? – mruknął burmistrz zniżonym głosem.

 – Ja? Stworzyć niewypał? Raczej słaby żart jak na ciebie, Fennec.

 – Ale...

Twarz człowieka w fartuchu zesztywniała. Już wcześniej jakby pozbawiona dopływu krwi, teraz zbladła jeszcze bardziej, a mięsień w jego skroni zaczął drgać.

„Ach tak...” – przypomniał sobie, że ten mężczyzna znał znaczenie słowa „niewypał” lepiej niż ktokolwiek inny. Brzydził się go, jakby mogło go fizycznie zranić.

Zmienił temat.

 – A co do tych ostatnich incydentów, wydają się iść w zapomnienie. Nie było innych raportów.

 – W przyszłości też już pewnie nie będzie.

 – Mogę cię trzymać za słowo?

 – Oczywiście.

 – Więc liczę na ciebie. Jeśli te rzeczy nadal działyby się w mieście, wszystko mogłyby zacząć wyrywać się spod kontroli.

 – To wyjątki.

 – Ale nawet jeśli, to czemu w ogóle się te wyjątki zdarzają? Atakują ludzi, którzy nie są zarejestrowani jako próbki.

 – Musiały być jakieś zaniedbania w poprzednich fazach projektu. Ale nie ma się o co martwić. Wyjątki to tylko wyjątki. Ach...

 – Hm?

 – To się dzieje – Mężczyzna w kitlu wskazał palcem.

Tak zwany przestępca zesztywniał w krześle, wystawiając pierś i odrzucając głowę do tyłu. Trząsł się na boki, krzycząc coś.

 – Chcesz usłyszeć dźwięk? – zapytał mężczyzna w fartuchu, trzymając palec na zielonym przycisku.

 – Nie, tak jest dobrze – odpowiedział szybko Fennec, kręcąc głową i starając się nie okazywać niepokoju.

Gdyby mógł, nie chciałby widzieć czegoś takiego. Chciał opuścić ten pusty pokój i wrócić do swojego biura.

„Mój pokój, na najwyższym piętrze Kropli Księżyca. Ekskluzywne meble i doskonały widok – bez wątpienia to najlepsze miejsce dla mnie”.

 – Spójrz, przyjrzyj się. Wychodzi – głos mężczyzny w kitlu trząsł się. Na jego twarzy malował się rozmarzony wyraz. Człowiek na krześle już się nie ruszał. Jakże łatwo został pokonany. Jego włosy zaczęły robić się białe. Śnieżne strąki spadały lekko na podłogę, gdy tylko odeszła siła, która trzymała je na miejscu. Nalot zaczynał przebijać się na jego prześwitującej skórze. Fennec mógł to stwierdzić nawet z miejsca, w którym stał.

 – Przybliżmy. Spójrz – mężczyzna w kitlu zbliżył sie do monitora. Większy obraz twarzy człowieka z przechyloną głową, wypełnił ekran. Jego oczy były szeroko otwarte, a usta wykręcone – miał twarz kogoś, kto stracił życie zanim zdążył się zorientować, co się dzieje. Brązowe miejsca były rozsiane po całej jego poprzecinanej zmarszczkami twarzy. Jego zęby wystawały z na wpół otwartych ust; wydawało się, że mogą lada chwila wypaść. Wyglądał jakby dożył już setki. Zaś u podstawy jego szyi ukazał się ciemniejszy nalot, napuchnięty i kręcący się. Cały dźwięk był zamknięty w tamtym pomieszczeniu. Jednak z jakiegoś powodu Fennec słyszał przegryzanie ludzkiego mięsa.

„Wyszło”.

Błyszczące srebrem skrzydła. Antenki. Niezliczone, poruszające się bez przerwy nogi. Pojedyncza osa narodziła się z ludzkiego ciała.

 – Złapiemy cię – mruknął mężczyzna w kitlu. Jego twarz nadal była rozmarzona. Czysta bańka wyleciała z jakiegoś miejsca pod krzesłem. Był to okrągły robot–pułapka, mający około dziesięć centymetrów średnicy. Unosił się niczym bańka mydlana. Złapał pszczołę do środka gdy tylko zaczęła walczyć i uwięził w środku swojego sferycznego ciała.

 – Sukces! – zawołał naukowiec. Jego oczy błyszczały od łez szczęścia.

– W końcu nam się udało. Ach, znaczy... Nie, to dopiero pierwszy krok do sukcesu. Ale to już niezły postęp, co nie, Fennec?

 – Niewątpliwie. Gratulacje.

 – Ciągle nie jest perfekcyjnie. Nie, nawet nie jest blisko perfekcji. Ale sukces to sukces. Jeszcze trochę, tylko odrobinkę i będą całkowicie pod kontrolą. Wylęganie, przyspieszenie wzrostu, rozwój i składanie jaj. Będziemy kontrolować to wszystko. Będziemy mogli je skierować gdzie tylko zechcemy. Genialne. W końcu zaszliśmy tak daleko.

Mężczyzna zacisnął dłoń w pięść i przeszedł niespokojnie po pokoju. Jego policzki rumieniły się z podniecenia, zaś usta traciły swój kolor.

 – Przy ostatniej próbce nie mogliśmy przejąć kontroli nad fazą wyklucia. W sprawie męskiego przypadku i mężczyzny z parku, najlepszym co udało nam się zrobić było przewidzenie okresu wyklucia. Ile miesięcy już od tego czasu minęło? W tylko kilka miesięcy byliśmy w stanie zajść tak daleko. Jeszcze trochę...

„Niektórzy mówią, że cienka granica dzieli geniusza od szaleńca. Nie mógłbym tego lepiej opisać”.

Fennec przestał patrzeć na mężczyznę, który chodził w kółko mrucząc do siebie i spojrzał na ścianę, do środka Komnaty Eksperymentów I. Pomyślał, że lepszą nazwą byłaby raczej „Komnata Egzekucyjna”.

Ciało zniknęło. Zostało zabrane do sali autopsyjnej. Krzesło także wyniesiono, a pokój stał się teraz nagą, pustą przestrzenią. Nie pozostało w nim żadnych oznak śmierci.  Tylko próżnia.

 – Nie, nie, nie mogę dawać się ponosić szczęściu. Sam fakt, że jesteśmy w stanie perfekcyjnie kontrolować wyklucie nie znaczy, że jesteśmy wolni od wszelkich problemów. Oczywiście, nie żebyśmy żadnych nie mieli. Ach, tak, nadal mamy jeden wielki problem. Teraz, jak już przy tym jestem – Fennec!

Głos mężczyzny załamał się w podnieceniu, gdy wyszczekał przezwisko burmistrza. Niezadowolenie stało się maleńkimi kolcami, wbijającymi się irytująco w jego skórę.

 – Co jest?

 – Potrzebuję ludzi.

 – Na próbki?

 – Tych też.

 – Jaki typ? Jak wielu?

 – Tym razem typ nie ma znaczenia. Chcę wielu.

 – Mają być z miasta?

 – To bez znaczenia. Chcę ilości, nie jakości. Wielu, Fennec.

 – Doskonale. Zaplanowałem Sprzątanie.

 – Genialnie! Zależy mi na czasie. A, i siłę roboczą.

 – Siłę roboczą...

 – Uzdolnioną. Potrzebuję pracowników, którzy byliby przedłużeniem moich kończyn, posiadając jednocześnie najwyższy poziom inteligencji.

 – Nie wystarczą ci ludzie, których już masz?

 – Zdecydowanie, ale potrzebuję inteligentniejszych.

 – To będzie ciężkie – powiedział z wahaniem burmistrz. – Już na dzień dzisiejszy jest niedobór elity. Jeśli przeniosę tu ich jeszcze więcej, zrobi nam się spory deficyt.

 – Chcę, żebyś dał temu najwyższy priorytet! – krzyknął mężczyzna w kitlu. W tym samym czasie zapaliła się lampa na ścianie. – Przygotowania w sali autopsyjnej są gotowe. Muszę iść. Co zrobisz?

 – Wrócę do Kropli Księżyca.

„To moje miejsce, mimo wszystko”.

 – Rozumiem. Więc liczę na ciebie. W sprawie próbek i siły roboczej.

Część ściany otworzyła się bezgłośnie, a mężczyzna w fartuchu laboratoryjnym wyszedł.

„Naprawdę go potrzebujemy?”

Nagle przyszło mu na myśl pewne podejrzenie. Było tak nagłe, że musiał złapać się za pierś, by uspokoić oddech.

„Czy ja naprawdę go tutaj potrzebuję? Czy sam projekt jest w ogóle potrzebny? Czy nie mogę rządzić tą ziemią bez polegania na nim czy jego projekcie?”

Wziął kilka głębokich oddechów, by przywrócić im normalny rytm. Wpatrywał się w pustą przestrzeń przed nim.

„Jak pozbyć się człowieka po egzekucji?” – pomyślał.

Zamiast ogłaszać śmierć wywołaną chorobą, co by się stało, gdyby powiedział, że został skazany na egzekucję? Pokazałby wszystkim co się dzieje tym, którzy łamią zasady Świętego Miasta No.6 – tym, którzy próbowali je oszukać, tym, którzy mścili się i odmawiali posłuszeństwa. Nie pozwoliłby, żeby chociaż jeden włos odstawał przeciw niemu. Jasno oświadczyłby to stanowisko. Wymusiłby je siłą. Wymusiłby je tak, żeby wszyscy o nim wiedzieli. Wszelkie podejrzane jednostki zostałyby aresztowane i wywiezione. Jeśli okoliczności by tego wymagały, zamknąłby kongres.

„Co by się stało? Obywatele by się sprzeciwili? Ci ludzie, którzy całe swoje życia wiedli z daleka od czegoś takiego jak sprzeciw czy zemsta, czy nadal posiadali własne umysły czy sposoby na sprzeciw? Czy moi najdrożsi obywatele, będąc lojalnymi jak psy, jak bezsilne kocięta, odważą mi się sprzeciwić?”

Wykręcając wargi, wydał chichot.

„Niemożliwe”.

„Nie ma mowy, żeby stało się coś takiego. Wszyscy skulą się przed moją siłą, klękną i mnie posłuchają”.

 – Burmistrzu, za chwilę odbędzie się pańskie umówione spotkanie – poinformował go głos jego sekretarki z głośniczka w godle miasta.

 – Bardzo dobrze.

 – Samochód już na pana czeka.

 – Już idę.

„Ale nie mogę sam siebie wyprzedzać. Zaszliśmy już tak daleko. Nie ma potrzeby zbytnio się tym ekscytować. Pozwolę wszystkiemu posuwać się do przodu dyskretnie i pomysłowo”.

Szedł blisko ściany. Drzwi otworzyły się, ukazując ledwie oświetlony korytarz. On także był srebrny.


==Koniec rozdziału trzeciego==

niedziela, 15 kwietnia 2012

Tom IV: Rozdział 2


((Okej, może i mamy opóźnienie, ale rozdział jest długi, niech to nas usprawiedliwia xD))

Rozdział 2
Akt I Scena II


Nie, mylisz się.
Uciekamy, bo chcemy żyć.
Tezuka Osamu, Grand Dolls


Powiewy wiatru stawały się silniejsze. Wysoki i kłujący dźwięk wydobywał się, gdy wiatr wdzierał się w ruiny. Mężczyzna ocknął się, słysząc jego dźwięk . Mimo wszystko nadal zachował zimną krew. Związany i siedzący na podłodze rozejrzał się po pokoju.

 - Co jest?! - zapytał ostro. Nikt nie odpowiedział. - Co jest? Wiesz, co się dzieje, prawda, Rikiga?

 - Niestety wiem - Rikiga westchnął tak, jak to zrobił już kilka razy tamtego dnia. - Wiem tak dobrze, że przyprawia mnie to o ból brzucha. Nawet nigdy się o to nie prosiłem.

 - Wypuść mnie - Mężczyzna pokręcił związanymi kończynami. Zrozumiał jednak, że im bardziej się rusza, tym bardziej więzy wbijają się w jego ciało, przez co szybko się uspokoił. Jeszcze raz się rozejrzał i oczyścił gardło. Pozostał niewzruszony.

 - Czego chcesz? - odezwał się spokojnie. - Pieniędzy? Chyba nie myślisz, że tak łatwo się wyślizgniesz po czymś takim?

 - W ogóle nie mamy zamiaru się wyślizgiwać. - Nezumi przyklęknął przed mężczyzną. Ten zaś wytrzeszczył oczy z zaskoczenia i mruknął z uznaniem.

 - To dopiero piękność - Na jego twarzy zagościł uśmiech. - Rikiga, to o wiele lepszy klejnot.

 - Jeśli tak chcesz mnie mieć... - zaczął Nezumi, zahaczając palcem o jego podbródek. - To możesz mnie sobie wziąć. Ale to cię będzie sporo kosztować. Pięć sztuk złota raczej ci nie wystarczy.

 - Phi - parsknął mężczyzna. - Czyli jednak chodzi o pieniądze. Ile chcesz?

 - Nie chcę pieniędzy.

Pogardliwy uśmiech zniknął z twarzy mężczyzny. Próbował odsunąć swój podbródek, ale palce Nezumiego skutecznie mu to uniemożliwiały.

 - Jeśli nie pieniędzy... to czego?

 - Informacji.

 - Czego?!

 - Informacji - powtórzył Nezumi. - Mam zamiar wyciągnąć z ciebie wszystko, co wiesz.

 - Co za niedorzeczne...

 - A po wszystkim z przyjemnością ci się odpłacę. Wydaje mi się, że to dobra umowa, nie sądzisz?

 - Nie rozśmieszaj mnie - odciął się mężczyzna. - Zwykli mieszkańcy Zachodniego Bloku mają czelność pytać o informacje? I co takie gówna jak wy zrobią z informacjami o Świętym Mieście, no? Co z nich będziecie mieć za pożytek? Lepiej wróćcie do babrania się w tym swoim rynsztoku.
Prawa ręka Nezumiego zamachnęła się i z całej siły uderzyła mocno o twarz mężczyzny. Przez siłę uderzenia przewrócił się na bok, lądując na ziemi. Nezumi szarpnął go za włosy i uderzył ponownie, tym razem w drugi policzek. Raz jeszcze. Drugi. Mężczyzna jedynie jęczał i upadał za każdym razem.

Shion stał nieruchomo, wpatrując się i nie mogąc złapać oddechu. Oświetlony światełkiem świeczki profil Nezumiego nie wyrażał żadnych emocji. Bez ekspresji, jakby w masce, kontynuował okładanie mężczyzny.

 - Nezumi... - Jego ciało się trzęsło.

,,Proszę... Wystarczy... Przestań...'' 

Gdy Shion postawił krok naprzód, zatrzymała go opalona dłoń.

 - Inukashi.

 - Zamknij się i patrz, chłoptasiu - syknął cicho Inukashi, oblizując usta końcówką języka. - Zabawa dopiero się zaczyna. Nie wtrącaj się.

 - Ale to... To za dużo.

 - Shion, pamiętasz, co mi kiedyś powiedziałeś?

 - Eh? To znaczy?

 - Powiedziałeś mi kiedyś, że Nezumi jest miły. Chyba nawet w tym pokoju. Zapomniałeś już?

 - Pamiętam.

Inukashi zachichotał cicho.

 - Dopiero się zaczęło, Shion. Upewnij się, że przyjrzysz się dokładnie jak naprawdę miła jest twoja ukochana myszka.

Po boku ust mężczyzny pojawiło się rozcięcie. Musiało być również po wewnętrznej stronie; mieszanka śliny i krwi wylała się z jego ust.

 - Przestań... Proszę... - jęknął. Dłoń Nezumiego się zatrzymała.

 - Teraz jesteś w nastroju mówić prawdę?

 - Ja... nic... nie wiem...

 - Wysoki urzędnik Centralnego Biura Administracji jak pan nic nie wie, proszę pana? To nawet dobry żart nie jest.

 - Wszystkie informacje zbierają i przetwarzają komputery... nie wiem... zbyt wiele...

Shion pomyślał, że ma rację. Nawet jeśli był wysokim urzędnikiem, to nie znaczyło, że miał dostęp do wszystkich informacji o No.6. Im więcej informacji, tym więcej barier między nimi. Dlatego tylko garstka osób miałaby dostęp do wszystkich. Tylko garstka...

,,Kim oni są?'' - zastanawiał się. Aż do teraz nigdy o tym nie myślał. W Miejskim Ratuszu No.6, w środku owalnej kopuły zwanej ,,Kroplą Księżyca''  panował jeden człowiek.

,,Burmistrz?''

Był on osobą znajdującą się w centrum wszechobecnego wspierania mieszkańców i podziwu dla dobrobytu No.6. Od pierwszych wyborów nie miał na to stanowisko żadnych rywali.

,,Czy to  mógł być on?''

Obraz twarzy burmistrza widzianej w telewizji przeleciał mu przez myśl. Miał łagodny uśmiech. Nie widział u niego innego wyrazu twarzy. Im więcej kroków miasto stawiało w stronę dobrobytu, tym rzadziej widywał twarz burmistrza wystawioną na widok ludzi. Burmistrz zawsze wypowiadał się w mediach jak dżentelmen z manierami, pełen intelektu i miłosierdzia.

 - Nie lubię go.

Matka Shiona, Karan, powiedziała tak kiedyś, po czym wyłączyła telewizor. Shion nie miał jeszcze dziesięciu lat, ale mimo to zapamiętał, jak zaskoczył go ostry ton głosu jego matki i fakt, że wypluła te słowa na temat burmistrza, którego wszyscy inni chwalili.

 - Czemu go nie lubisz?

 - Nie lubię jego uszu. Są ordynarne.

 - Jego uszy?

 - Ruszają się. Jak u jakiejś polującej bestii.

Czyżby burmistrz ruszał uszami podczas nadawania? Shion przechylił głowę ze zdumieniem. Karan spoważniała, mówiąc: „To tajemnica”. Wtedy wokół osób krytykujących burmistrza panowała dziwna, gęsta atmosfera, a krytykę lepiej było zachować dla siebie. Minęła już niemal dekada odkąd burmistrz sprawował najwyższe stanowisko i władzę w No.6 ,  podczas gdy Shion był tu, poza murem.

 - Odpowiedz na moje pytanie – niski głos Nezumiego docierał do uszu człowieka, czołgającego się bez przerwy po ziemi. – To nowe skrzydło wybudowane pod Zakładem Karnym, co to jest? Po co to?

Mężczyzna pokręcił głową.

 - Nie wiem.

 - Więc które Ministerstwo się tym zajmuje?

 - Nie wiem.

 - Kilka dni temu młoda kobieta, kandydatka do elity, została zabrana siłą przez Ministerstwo Bezpieczeństwa. Zamknięto ją w Zakładzie Karnym. Czy to ma coś wspólnego z tą nową częścią?

 - Nie wiem.

 - Słyszałem, że ostatnio sporo pacjentów zabiła w mieście nieznana choroba. Czy to prawda? Jakie są objawy? Ilu było pacjentów?

Nie było odpowiedzi. Nezumi wyprostował się i wzruszył lekko ramionami.

 - Jak na wysokiego urzędnika, to nie masz raczej za bogatego słownictwa. Nie musisz się bardziej wysilać, jak chcesz podrywać dziewczyny?

 - Rozwiąż mnie - Usta mężczyzny musiały być pełne, bo jego głos wydawał się dziwnie ochrypnięty.– Rozwiążcie mnie i wypuśćcie. Jeśli to zrobicie, zapomnę o tym incydencie. Zrobię wam przysługę i udam, że to się nigdy nie zdarzyło.

 - O, dzięki. Cóż za łaskawość. Jestem taki wdzięczny. Inukashi – powiedział nagle.

 - Hę? – odpowiedział leniwie.

 - Trzymaj go.

 - Spoko – Inukashi szybko przeszedł za mężczyznę i złapał go za ramiona, rękami w dół. Nezumi wyciągnął swój nóż.

 - Co ty robisz?! – jęknął oszalały mężczyzna. Jego czoło było wilgotne od potu.

 - Ucisz się. Spełniam tylko twoje życzenie.

Białe ostrze błysnęło w słabym świetle. Nóż, pozbawiony jakichkolwiek dekoracji czy ornamentów, był upiornie piękny. Liny opadły. Nezumi z niemal ospałą miną ujął rękę mężczyzny. Trzymał ją za nadgarstek, wpatrując się w jego twarz. Człowiek pozostał nieruchomo, mimo że został oswobodzony. Nie był w stanie się ruszyć. Para szarych oczu złapała go w pułapkę i uwięziła.

Palce w rękawiczce przejechały po jego dłoni.

 - Myślałem, że wysoki urzędnik No.6 jak ty będzie potrzebował tylko odrobiny bólu, żeby zacząć śpiewać. Wygląda na to, że mocno cię nie doceniłem.

Nezumi przetarł dłoń mężczyzny, palec po palcu i westchnął lekko. Przypominało to niemal troskę.

 - Masz jaja. To coś. Pozwól, że dam ci nagrodę.

Umieścił odłamek szkła na jego dłoni. Pochodził z rozbitej butelki po alkoholu.

 - I jeszcze jeden.

Spiczasty koniec odłamka zalśnił matowo.

 - Co… co ty robisz…?– Mężczyzna pokręcił głową, a jego głos trząsł się bez kontroli.

– Przestań… Przestań, proszę…

Dłonie Nezumiego owinęły się wokół tej należącej do mężczyzny i zacisnęły mocno.

Wiatr bezustannie się nasilał. Przez krótki moment ciszę w pokoju rozdarł mrożący krew w żyłach krzyk. Rikiga skrzywił się, odwracając wzrok. Nawet Inukashi zamknął oczy i przygryzł wargę, trzymając człowieka.

 - Odpowiedz mi! – rozkazał Nezumi, nadal przytrzymując jego dłoń zamkniętą. – Odpowiedz na wszystkie pytania, jakie ci zadałem, albo upewnię się, że nie użyjesz już żadnego ze swoich pięciu palców.

 - Nezumi! – Shion zorientował się, że wykrzyczał jego imię, dopiero gdy zmierzał już w ich kierunku. Pchnął Nezumiego. Pokryte krwią odłamki wypadły z dłoni mężczyzny na podłogę.

 - Przestań… przestań, proszę. – Nezumi nie okazywał ani zaskoczenia ani wściekłości, nie wyrażał uczuć, jakby spodziewał się, że Shion tak zareaguje. Jedynie cmoknął lekko z irytacją.

 - Nie wchodź mi w drogę.

 - Nie możesz. Nie możesz tego zrobić. To… To jest tortura.

 - A co innego mam zrobić? Jeśli się ukłonię i zapytam czy mógłby, naprawdę się łudzisz, że wszystko mi powie?

 - No… ale… ale tak nie można. Nie chcę, żebyś coś takiego robił.

 - Shion, weź się w garść i zrób coś z tymi swoimi pobłażliwymi złotymi myślami, albo w życiu nigdzie nie dojdziemy. Nie bawimy się w dom. To jest wojna.

Wiedział to. Wiedział o tym bardzo dobrze. Bał się doświadczeń, czekających na niego w przyszłości. Ale…

 - Ale… to nie jest dobre. Tortury to nie jest słuszne rozwiązanie. Nie rób tego.

 - Czemu nie?

 - To człowiek. Nie możemy sprawiać mu cierpienia.

Nezumi prychnął. Odwrócił się na bok i zaśmiał z zamkniętymi ustami. Mężczyzna jęczał żałośnie, trzęsąc zakrwawioną dłonią.

 - Biedak – mruknął cicho Inukashi, wydychając powietrze.

Nezumi trącił udo mężczyzny końcówką buta i spojrzał Shionowi prosto w oczy.

 - Słyszałeś, co powiedział. My, ludzie z Zachodniego Bloku, jesteśmy dla takich jak on śmieciami. Jak robaki, wypełzające z ziemi. Pewnie nawet nie myśli o nas jak o ludziach żyjących  i emocjami jak u wszystkich innych. Nieważne czy będziemy krwawić, umierać z głodu, czy zwijać się z bólu, z nim to nie ma nic wspólnego. Tak właśnie myśli. Więc dlaczego my mamy traktować go jak człowieka? Jeśli jesteśmy dla nich insektami, oni nawet…

 - Nie chcę tego widzieć! – Shion zrozumiał, że krzyknął nawet jeszcze głośniej niż poprzednio. Krzyknął, żeby zablokować głos Nezumiego.

 - Eh?

 - Nie chcę tego widzieć. Nie chcę widzieć, jak krzywdzisz kogoś w taki sposób.– Czuł mdłości. Z własnej winy. Grubą, czarną spiralę nienawiści do samego siebie wewnątrz własnego ciała.

„Nie chcesz widzieć? To spuść wzrok. Zawsze taki jesteś. Zawsze odwracasz wzrok od tego, czego nie chcesz widzieć i udajesz, że niczego nie zauważyłeś. Przez kogo Nezumi jest taki brutalny? Czy to wszystko nie jest tylko dla ciebie? Nie zmusiłeś go, żeby to zrobił? Nie obarczyłeś Nezumiego grzechem, który powinien należeć do ciebie, a teraz jeszcze jęczysz jak świętoszek? To tylko słodkie słówka, Shion. Wszystko, co mówisz i robisz, jest tylko ładną fasadą. Nigdy nie brudzisz własnych rąk, nie nosisz ran na duszy, nigdy nie jesteś raniony, ani nawet nie musisz ranić innych, mówisz, lśniąca sprawiedliwości”. 

„To przekonanie o własnej racji, ta arogancja, ta fałszywość, powierzchowność, ta nieestetyczna i ohydna natura”.

„To cały ty”.

Słyszał w myślach swój własny głos. Shion czuł mdłości. Nienawiść kuliła się w nim i kręciła.

Jednak nie chciał tego widzieć. Mimo wszystko nie chciał tego widzieć. Tylko tego był pewien.

 - Ja... nie chcę cię takiego widzieć.

,,Nezumi, nie chcę widzieć cię zimnego i bezdusznego. Bo to kłamstwo. Wszystko, czego mnie uczyłeś, zawsze prowadziło mnie do odrodzenia i odtworzenia. To ty kazałeś mi żyć i to ty powiedziałeś, że mam myśleć. Ty nauczyłeś mnie kochać inaczej, rozumieć inaczej, szukać połączeń, uczyć się, a i tak wszystko, czego mnie nauczyłeś, było czystym przeciwieństwem bezduszności. Nie chcę cię widzieć jako kogoś, kim nie jesteś.''

 - Eve - Rikiga zakołysał się, stawiając krok naprzód. - Shion ma rację. Skończ już z tym. Fura od dziecka był w elicie. Pewnie w ogóle nie jest odporny na ból. Jeśli dalej będziesz go męczyć, kto wie, może wykończysz go zawałem.

Nezumi wzruszył ramionami. Oczy pozbawione wyrazu przenosiły wzrok między jęczącym mężczyzną, a Shionem. Bez słowa odsunął się na krok. Wtedy powoli zdjął swoje zakrwawione rękawiczki.

,,Odsunę się i zrobię ci miejsce. Rób co chcesz, dopóki nie będziesz usatysfakcjonowany''.

Shion przyklęknął na poplamionej krwią podłodze. Przemówił do mężczyzny.

 - Fura-san. Chcę, żebyś mnie posłuchał. Dziewczyna, zabrana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa, jest moją ważną przyjaciółką. Zrobię wszystko, żeby ją uratować. A żeby móc działać, potrzebuję twoich informacji.

 - To boli.. to boli... tyle krwi...

 - Jeśli odpowiesz, opatrzę twoją ranę.

 - Proszę, zatrzymaj krwawienie - nalegał Fura. - Zatrzymaj ból. Szybko! - Mężczyzna wyciągnął dłoń. Otworzył ją, a po jego twarzy spływały łzy. Krwawiące rozcięcia były rozsiane w różnych miejscach, jednak nie były zbyt głębokie. Dopóki nie zostały zainfekowane, z całą pewnością nie zagrażały życiu.

 - Pies to trochę poliże i zagoi się w jedną noc - zarechotał Inukashi, ukazując zęby.

 - Rikiga-san, mógłbyś przynieść mi czystą wodę i alkohol? - zapytał Shion.

 - Nie mam nic do dezynfekcji oprócz mojej gorzały.

 - Wystarczy.

 - A co do wody... mogę wziąć po prostu ze strumienia?

 - Tak.

 - Dobrze, zaraz trochę przyniosę - Rikiga westchnął z ulgą i opuścił pokój. Jego kroki były lekkie, nie mógł się doczekać opuszczenia tego miejsca. Shion uspokoił się, po czym odwrócił z powrotem do wyczerpanego mężczyzny.

 - Opatrzę cię, więc odpowiedz mi. Nie mam czasu. Masz odpowiadać uczciwie.

 - Och... - zawył. - Dobrze... szybko, po prostu niech przestanie boleć... proszę, szybko...

 - Co za skrzydło wybudowano pod Zakładem Karnym?

 - Ja... Ja naprawdę nie wiem.

 - Więc nawet ktoś z taką rangą nie wie? Czy to oznacza, że to tajna informacja dla miasta? Jest tak zaklasyfikowana?

 - Taa... To jakiś projekt grupowy, prowadzony bezpośrednio przez burmistrza, a wszystko, co się tam dzieje... Nie mamy w to żadnego wglądu... Nie wolno nam mieć.

 - Nie wolno ci się w to mieszać. Ale wiesz, że jakiś projekt, czy coś, istnieje, prawda?

 - Miasto... Za... zainwestowało w to sporo pieniędzy - bełkotał mężczyzna. - Była o tym wzmianka przy rozpisce budżetu na zgromadzeniu... i...

 - Był jakiś problem na spotkaniu? - zapytał Shion. Jeśli był, to naturalnie ktoś ze zgromadzonych by o to zapytał, a burmistrz nie miałby innego wyboru, jak tylko odpowiedzieć. Z jakiego powodu tak niewiarygodny budżet w ogóle przeszedł? Na jaki projekt to szło? Gdyby był chociaż jeden członek, który wniósłby sprzeciw...

 - Oczywiście, że nie - twarz mężczyzny wykrzywiła się w kpinie. - Nie ma mowy, żeby ktoś mógł sprzeciwić się, czy zapytać o projekt, zaproponowany przez samego burmistrza. Budżet po prostu wydrukowano w dokumentacji - zanim tego nie dostaliśmy, nikt nie miał o tym pojęcia... a kiedy się dowiedzieliśmy, zdążyli już...

 - Wybudować nowe skrzydło pod Zakładem Karnym.

 - Tak.

 - Cokolwiek o członkach grupy odpowiedzialnej za projekt?

 - Nic nie wiem... Nie znam nazwisk.... nie wiem nawet ilu ich było. Nikt... nie powinien wiedzieć.

Inukashi zagwizdał.

 - Niesamowite. Nikt nic o tym nie wie, nie ma wytłumaczenia i tylko dlatego, że to projekt burmistrza, dostaje tyle funduszy, ile tylko potrzebuje. I nikt się nie sprzeciwia? Raaany, cholernie mu zazdroszczę. Chciałoby się tak mieć - Zgodnie ze swoimi słowami Inukashi przycisnął swoje nogi do klatki piersiowej i przeturlał się po łóżku.

Rikiga wszedł, niosąc wiadro wody. Strumień biegnący przez ruiny zawracał z powrotem do naturalnego źródła w lesie, napełniając się bezustannie czystą, zimną wodą. Z nadejściem wiosny, kępy małych, różowych kwiatów miały zacząć wyrastać po bokach rzeki - dziewczynka nazywana Karan, nosząca imię matki Shiona, mu o tym powiedziała.

Czysta woda odbijała się od ścian starego wiadra.

 - Mamy zamiar przemyć ranę. Włóż rękę do wody... Inukashi, masz jakiś czysty materiał?

 - Czysty? Z tym słowem za często się nie spotykam. Wiesz, to jest Zachodni Blok. Najczystszą rzeczą w tym miejscu jest pewnie psi język.

Rikiga cicho podał mu rolkę bandażu. Była dość stary i pożółkły, ale z całą pewnością nieużywany. Dość luksusowy przedmiot jak na Zachodni Blok.

 - Spodziewałem się, że coś takiego może się zdarzyć - powiedział Rikiga. - Więc się trochę przygotowałem. Co prawda jakichś niesamowitych środków do dezynfekcji nie mam. Weź to, jeśli się nada.

Mała butelka z alkoholem spadła na kolano Shiona. Był w niej bezbarwny płyn.

 - Gin, z mojego drogiego barku.

 - Dziękuję - Shion zamoczył dłoń mężczyzny w wodzie. Wstęgi krwi spłynęły i falowały w wodzie jak wodorosty.

 - Trochę zapiecze - Shion przycisnął do rany kawałek bandażu nasiąknięty ginem. Mężczyzna jęknął cicho z bólu, ale nie rzucał się. Shion owinął gazę wokół jego dłoni i związał ciasno.

 - Nie masz rozciętych żadnych nerwów ani mięśni. Jeśli będziesz zmieniać bandaże, nie powinno być problemu z raną.

 - Ciągle... boli... - zaprotestował mężczyzna.

 - Nie mamy tu środków przeciwbólowych. Musisz to znieść.

Wzrok mężczyzny po raz pierwszy dokładnie zmierzył Shiona.

 - ...Ile masz lat?

 - Szesnaście.

 - Co ci się stało z włosami?

 - Ach, to... - Shion dotknął dłonią włosów, teraz niemal całkowicie pozbawionych koloru. Był tak zajęty staraniem się przetrwać każdy dzień w Zachodnim Bloku, a ostatnie dni stracił jedynie na myśleniu o Safu. Od dawna już nie zastanawiał się nad ich kolorem. Zapomniał o tym. Jego włosy wciąż miały swój połysk, a Nezumi wspomniał, że niektórym mogłyby nawet wydać się piękne. Jednak białe włosy Shiona nadal tworzyły kontrast z jego młodym wiekiem, jako że zazwyczaj należały jedynie do starców.

 - Sporo przyczyn się za tym kryje. Ale ich nie farbowałem - wyjaśnił Shion.

 - Nie jesteś stąd, prawda?

 - Nie.

 - To skąd jesteś?

 - Zza muru.

 - Z miasta? Niemożliwe!

 - Jeszcze do niedawna mieszkałem w No.6.

 - Co tutaj robi mieszkaniec miasta?

 - Cóż... Za tym też kryje się sporo przyczyn.

Shion wyszedł zza muru na zewnątrz. W liczbach nie był to duży dystans. Jednak gdyby miał wyjaśnić dlaczego przekroczył granicę pomiędzy dwoma różnymi światami, wchodząc do miejsca, w którym się teraz znajdował, czuł, że żadna ilość słów nie byłaby w stanie tego opisać.

 - Co robiłeś w mieście?

 - Sprzątałem w parku. I studiowałem, cóż, w sumie głównie tym się zajmowałem.

 - Hej, hej - wtrącił się Inukashi. - Wystarczy tego. Co ty wyprawiasz, odpowiadając na jego pytania? To nie powinno iść odwrotnie?

 - A, racja.

 - Jak możesz być taki powolny? - powiedział z rozczarowaniem Inukashi. - Błagam, ogarnij się trochę. Człowieku, zaraz zacznę ci współczuć.

 - Dobrze, już dobrze. Wybacz.

 - Przepraszanie mnie ci nie pomoże. Rany, do przesłuchań to się nie nadajesz. To jakby próbować nauczyć mola pływać. Już moje psy lepiej by to od ciebie zrobiły.

Inukashi przeczesał palcami czarne włosy, drapiąc się niecierpliwie i westchnął z rozczarowaniem. Shion się zaczerwienił. Inukashi miał rację - w życiu nie nauczyłby się nikogo przesłuchiwać i nie widział siebie robiącego to poprawnie. Wciąż klęcząc, spojrzał na Nezumiego.

W ciemności, do której nie docierało światełko płomienia, Nezumi opierał się plecami o ścianę ze zwiniętymi rękami. Jego ekspresji nie dało się odgadnąć.

Shion wiedział, że nie było po prostu czasu na zastanawianie się czy powinien coś zrobić, czy nie. Przygryzł wargę.

 - Fura-san, więc w sumie mówisz, że nie wiesz nic o Zakładzie Karnym.

 - Tak.

 - A co o tym myślisz?

 - Eh?

 - Co osobiście myślisz o tym, co tam wybudowali?

 - Co ja osobiście...

 - Tak. Chcę wiedzieć, co z twojej osobistej perspektywy burmistrz mógł chcieć tam wybudować w sekrecie, tak, żeby nikt się o tym nie dowiedział i nie miał z tym nic do czynienia?

 - N-nie ma mowy, żebym wiedział. Nie mam żadnych informacji. Tak samo jak nie mam żadnych plików ani źródeł.

 - Po prostu spróbuj to przewidzieć. Wyobraź sobie nawet, co by to mogło być.

,,Wyobraź''. Mężczyzna powtórzył w myślach powoli to słowo. Pozwolił mu przewinąć się ostrożnie po jego języku, jakby smakował owoc, którego nigdy wcześniej nie próbował.

 - Wyobraź...

Smród alkoholu i krwi mieszał się w powietrzu. Wiatr wzmagał się co chwila, gwiżdżąc wysoko i wyjąc.
Pozbawione krwi usta mężczyzny poruszyły się.

 - Stawiam na to, że... Ministerstwo Zdrowia i Higieny mogło mieć z tym coś wspólnego.

 - Zdrowia i Higieny? Czemu nie Bezpieczeństwa?

Ministerstwo Zdrowia i Higieny zajmowało się higieną miasta i zdrowiem jego mieszkańców. Poza tym organizowało Dziecięce Egzaminy, by wybrać członków elity we wczesnym stadium rozwoju. DO tego przygotowywało coroczne badania, obowiązkowe dla każdego obywatela. Było to ważne ministerstwo, jednak z tego co wiedział Shion, nie było aż tak blisko rdzenia miasta jak Ministerstwo Bezpieczeństwa, czy Centralne Ministerstwo Administracji. Jako że jego byłe miejsce pracy, Biuro Administracji Parku, było jedną z dalekich gałęzi Ministerstwa Zdrowia i Higieny, wiedział co nieco o zajęciach owego ministerstwa z informacji, które usłyszał.

Zakład Karny i Ministerstwo Zdrowia i Higieny - dwie organizacje, które wydawały się nie mieć ze sobą absolutnie żadnego związku.

 - Fura-san, dlaczego tak myślisz?

 - Po prostu to sobie wyobraziłem. Sam mi kazałeś.

 - Tak.

 - To tylko moja wyobraźnia. Ale...

 - Ale?

 - W Miejskim Szpitalu... - mężczyzna przerwał i przełknął głośno ślinę. Nie trzymał Shiona w niepewności specjalnie - wahał się. Wahał się, czy powinien mówić o czymś takim.

Shion czekał. Czekał aż mężczyzna do niego przemówi, układając w słowa to, co miał na sercu. Nie mógł zrobić nic innego. Dlatego czekał. Taki miał sposób.

Mężczyzna uniósł swoją owiniętą bandażem dłoń i przykrył usta jej wierzchem. Jego usta obrzękły, zabarwiając się na czerwono-fioletowo.

 - Kilka miesięcy temu był transfer pracowników w Szpitalu Miejskim. Lekarze, wszyscy najwyżsi rangą w etyce pracy i umiejętnościach, kilku z nich, razem z paroma pielęgniarkami, zostali przeniesieni. Nie wiem dokąd.

 - Nie wiesz?

 - Nigdzie to nie zostało zapisane. Wszystkie dane obywateli są zbierane w Centralnym Ministerstwie Administracji. Każde ich działanie jest skrupulatnie zapisywane w bazie danych. Nic tak dużego jak transfer w miejscu pracy, a zwłaszcza lekarzy i pielęgniarek ze Szpitala Miejskiego, nie mógł zostać nieodnotowany.

 - Ale go brakowało.

 - Dokładnie. Nie było go tam. Pomyślałem, że to dziwne, ale to wszystko, co zrobiłem.

 - Szukałeś tego?

 - Nie zastanawiałem się nad tym. Nawet gdybym chciał, to by było niemożliwe. A gdybym spróbował i jakimś cudem skończył z tajnymi danymi, miałbym spore kłopoty.

,,Nie mogę uwierzyć, że zapytałeś mnie o coś tak głupiego'' - zdawał się mówić mężczyzna, odwracając się na bok.

Ministerstwo Zdrowia i Higieny; utalentowani i umiejętni lekarze i pielęgniarki; Zakład Karny - pewien pomysł przemknął Shionowi przez myśl.

 - Słyszałem, że zachodzą ostatnio w No.6 dziwne incydenty. Myślisz, że to może mieć coś wspólnego z Zakładem Karnym?

 - Co?

 - Ludzie zaczęli na coś chorować. Mam rację?

 - Odrobiłeś pracę domową - zauważył mężczyzna. - Skąd masz tę informację?

Rikiga zachwiał się i westchnął smrodem alkoholu.

 - Nie jesteś moim jedynym klientem z No.6 - odezwał się. - Chociaż jedynym tak ważnym. Płotki też dzielą się ze mną informacjami. Chociaż to bardziej bajki, które opowiadają dziewczynom przed snem, ale przynajmniej są rozmowni.

 - To nazywasz informacjami? To pewnie tylko plotki.

 - Plotki zazwyczaj są bliższe prawdzie, niż wielkie organizacje chciałyby to przyznać. A tak poza tym - Rikiga uniósł brew i wytrzeszczył oczy. - W dzisiejszych czasach władze robią się coraz surowsze. Już chyba gorzej być nie może. Nie licząc takich grubych ryb jak ty, robi się coraz trudniej i trudniej tym niższym rangą wyślizgnąć się tutaj. Słyszałem nawet, że niedługo mają tego całkiem zabronić. Puf, pół mojego biznesu magicznie zniknie.

 - I spójrz coś zrobił swojemu najlepszemu klientowi - dorzucił Inukashi. - Zapomnij o tym połowie,  całkiem zbankrutujesz, staruszku - zaśmiał się. Rikiga spojrzał na niego i cmokając z irytacją.

 - W każdym razie wszystko skończone. I dla mnie, i dla ciebie.
Inukashi odszczekał swój śmiech i zapadła cisza.

 - Jeśli ktoś zachoruje, naturalnie jest zabierany do Miejskiego Szpitala, prawda? - kontynuował Shion. - Ale co potem się z nimi dzieje?

 - Nie wiem.

 - To nie jest zwykła choroba, prawda?

 - Nie było publicznego oświadczenia od miasta. Poza tym nie ma mowy, żeby zwykła choroba rozprzestrzeniała się tak w No.6.

 - Prawda.

Shion spuścił wzrok i spojrzał na własne dłonie. Były porozcinane bliznami, skóra była szorstka, a całość zrobiła się raczej koścista. Straciły całą swoją miękkość i szczupłość z czasów, gdy przebywał jeszcze w mieście, ale wydawało mu się, że teraz były silniejsze. Stały się żywymi dłońmi, zdolnymi do łapania mocno tego, co chciały zatrzymać. Na tych dłoniach nalot rozszerzyłby się, palce straciłyby kształt i zestarzałyby się w mgnieniu oka. Wciąż pamiętał dokładnie jak zginął Yamase.

 - Pacjenci nie przetrwali... Myślę, że to nie była naturalna śmierć. Starzeli się nagle aż w końcu umarli... może dlatego...

Mężczyzna uniósł podbródek i wytrzeszczył podejrzliwie oczy.

 - O czym ty mówisz?

Shion spojrzał na niego, po czym przeniósł wzrok na Nezumiego. Ciemności rozszerzały się, stawały się większe, próbując zasłonić chłopca, stojącego bez ruchu jak kamienna statua.

Ten mężczyzna nie wiedział. On naprawdę nie wiedział absolutnie niczego o pasożytniczych pszczołach, dziwnych incydentach czy nagłych zgonach. Nawet ktoś taki jak on, na posadzie wysokiego urzędnika, nie wiedział kompletnie niczego.

 - Próbki - mruknął nagle mężczyzna.

 - Próbki?

 - Status Zbioru Próbek - pamiętam, że w danych Ministerstwa Zdrowia i Higieny była taka sekcja.

 - Próbek czego?

 - Nie wiem. Wiem, że było coś o statusie ich zbierania, potrzeba było specjalnego hasła, żeby się do tego dostać. Pamiętam jedynie, że to był projekt burmistrza.

 - Są połączone.

 - Tak właśnie pomyślałem.

Próbka. Cóż za zimne, pozbawione człowieczeństwa słowo. Shion poczuł dreszcz.

,,Safu''. – Wrócił do niej myślami, a dreszcz się nasilił.

 - Shion - zawołał Nezumi. W ciemnościach widać było ruch. - To by było na tyle. Nic więcej od tego gościa nie wyciągniemy. - Jego słowa także miały zimny, pozbawiony człowieczeństwa wydźwięk. Mężczyzna odczuł ich chłód i zesztywniał.

 - Masz zamiar mnie... z-zabić?

 - Oczywiście - but Nezumiego wszedł w kałużę krwi, zaczynającej już krzepnąć.

 - J-ja powiedziałem wam wszystko, co wiem. Mówiłem. Nie to mi obiecaliście.

 - Nic ci nie obiecywaliśmy. Obietnice czy umowy nie istnieją między ludźmi takimi jak ty i ja.

 - Przestań, proszę... Nie chcę umierać!

 - Nezumi, wystarczy - Shion stanął między nim a mężczyzną. - Nie ma potrzeby go tak straszyć. Dość już zrobiłeś. Musimy go stąd zabrać i zostawić gdzieś przy bramach. Rikiga-san...

 - Taa, wiem. Załapałem. Pójdę po samochód.

 - On jest naszym wrogiem - Obnażony nóż błyszczał w pobliżu dłoni Nezumiego. - Mamy pozwolić mu ot tak się nam wyślizgnąć przez palce?

 - To nie jest konieczne w tym miejscu. Nie musimy go zabijać.

,,Heh''. Pochylając górną połowę ciała ku ciemnościom, Nezumi zaśmiał się cicho.

 - A co według ciebie jest konieczne? Myślisz, że ten koleś wróci do No.6 i będzie siedział cicho?

 - Tak.

Shion uniósł podbródek i spojrzał wprost w mrok. Utkwił wzrok w kryjącej się za nim parze szarych oczu.

,,Zauważyłeś, Nezumi? Nieważne jak jest ciemno, nigdy nie zejdę ze ścieżki - moje oczy zawsze odnajdą twoje''. 

 - On nikomu nie powie. Gdyby to zrobił, ryzykowałby własne życie. Pomyśl tylko, wysoki urzędnik Centralnego Biura Administracji, wchodzący do zabronionego obszaru, takiego jak Zachodni Blok, bez żadnego powodu czy oficjalnego pozwolenia. Co by się stało, gdyby ludzie się o tym dowiedzieli? Jest bardziej niż świadomy ryzyka. Nie ma mowy, że nas wyda. Powinieneś już to wiedzieć.

 - Skąd, do cholery, miałbym to wiedzieć? - Nezumi bezgłośnie przeszedł naprzód. - Nie ma gwarancji, że ten koleś nie wspomni na przykład o... podejrzanej grupie z Zachodniego Bloku, węszącej wokół Zakładu Karnego.

 - Nic nie powie.

 - Shion - głos Nezumiego zniżył się lekko. - Zapytam cię jeszcze raz. Masz zamiar puścić go do domu żywego?

 - Tak.

Ramię zbliżyło się do niego. W mniej niż sekundę Shion był już uwięziony w uścisku Nezumiego. Ręce Nezumiego były chude i na pierwszy rzut oka nie wydawały się być silne, jednak wystarczyła tylko jedna, by całkowicie uniemożliwić ucieczkę Shionowi. Poczuł coś lodowatego na szyi - ostrze noża.

 - Miałem już dość tej twojej fałszywej dobrej woli i sprawiedliwości jak pół dupy zza krzaka - powiedział cicho Nezumi. - Rzygać mi się od tego chce. Chciałem ci to już dawno powiedzieć, Shion - nie przetrwasz jeśli nie zerwiesz tej swojej pseudo-sprawiedliwej, sztucznej maski. Mniej bym się przejmował, gdybyś sam poszedł na śmierć, ale nas w to nie mieszaj. Nie mamy czasu na zastanawianie się, czy coś było ,,konieczne'' żeby coś zrobić, czy nie. Wrogowie to wrogowie. Zabijemy, albo zostaniemy zabici. To tyle.

Ostrze przejechało po jego szyi. Shion poczuł lekki, ostry ból. Jego oczy były przykute do Nezumiego. Przez krótki moment przez Nezumiego przeszedł słodki dreszczyk przez środek jego ciała. Wziąć go w ramiona i poderżnąć mu gardło...

Uścisk śmierci.

To był niewątpliwie wyczyn demona.

Nezumi odsunął się. Gdy Shion przytknął dłoń do szyi, poczuł jak pulsuje w niej ciepło. Jego dłoń wysmarowała się krwią. Nie spuszczając wzroku z Nezumiego, Shion złożył palce.

 - Rikiga-san, samochód.

 - Eh?

 - Gdybyś był tak miły, zabierz go proszę samochodem do domu.

 - Ach... Racja, tak.

Shion odwrócił się do mężczyzny i uśmiechnął się.

 - Przepraszam, że zrobiliśmy ci takie okropne rzeczy. Ale nie mieliśmy innego wyjścia.

 - Shion... - Mężczyzna zamrugał kilkukrotnie, przyglądając się twarzy Shiona. - Pamiętam, że był przestępca pierwszego stopnia o tym imieniu. Wyrzucono go z elity i stał się szaleńcem. Otruł swojego współpracownika i zbiegł do Zachodniego Bloku... czy to ty?

 - Trochę to rozdmuchali i pokręcili, nie uważasz? - Shion mógł jedynie uśmiechnąć się cierpko. W jego myślach pojawiła się twarz Karan. Pomyślał o wszystkich trudnościach, jakie musiała przejść, żyjąc w społeczeństwie pełnym plotek o jej synu – mordercy. W sercu poczuł ból. Ale nieważne, jak bardzo by ją to krzywdziło, nie mógł nic zrobić. Nie mógł zrobić nic innego, niż powiedzenie: ,,Przepraszam, mamo''. Jednak Nezumi dostarczył jego błaganie o wybaczenie do jego matki. Przekazał to w jedynej linijce swojego liściku. Te naskrobane słowa pozwoliły jej uratować się od rozpaczy. A wszystko to dzięki Nezumiemu. Teraz wiedział, że Karan nie była wystawiona na żadne niebezpieczeństwo. A więc mógł znieść ból w swoim sercu i zapomnieć o matce. Nie myśleć o niej. Myśleć jedynie o Safu. Zamiast zamykać swoje serce mocniej i ciaśniej, musiał ostrożnie wybrać miejsce, w którym mógłby je zostawić i obnażyć swoje myśli. Potrzebował do tego siły, inaczej by nie przetrwał. Shion zbierał tę siłę na długo zanim zorientował się, że w ogóle ją ma.

Mężczyzna powoli pokręcił głową.

 - Nie wierzę w to - Wskazał podbródkiem na Shiona. - Twoja twarz jest kompletnie inna od tego przestępcy pierwszego stopnia z telewizji. Jakbyście byli zupełnie różnymi ludźmi.

 - Cóż, zmienił mi się kolor włosów. I chyba straciłem trochę na wadze.

 - Nie, nie to mam na myśli... ach, cóż, chyba można powiedzieć, że kształt twarzy i wielkości jej poszczególnych części były takie same, ale... była inna. Twoja postawa jest zupełnie inna. On miał naprawdę obłąkane oczy. Wydawał się być agresywny - nawet mój współpracownik stwierdził, że byłby w stanie kogoś zabić. I miał rację. Jego oczy nie były tak... miłe jak twoje. Jesteście zupełnie inni. Kompletnie różni.

 - Naprawdę łatwo jest zmodyfikować czyjąś twarz - odezwał się Rikiga, nie zważając na swoje usta pełne resztek ginu. - I to nie tylko twarz. Jeśli władze sobie tego życzą, mogą dowolnie przekręcać czy zmieniać informacje. Raczej nie powinieneś być tym zaskoczony, Fura-san. To część twojej pracy, manipulowanie informacjami na rozkaz władz, prawda?

 - To raczej niegrzeczne z twojej strony, Rikiga.

 - Ale to prawda - Rikiga pozwolił opaść ostatniej kropelce na swój język i westchnął sicho. - A to tylko sprawia, że trudniej to wszystko znieść. Jest w ogóle w No.6 coś takiego jak prawda?

 - Nigdy nie brałem udziału w tak niskich zajęciach jak manipulacja informacjami. Ja jedynie nimi zarządzałem i wypuszczałem.

 - I nigdy nie wątpiłeś skąd pochodzą?

 - Co?

 - Wszystko, co robiłeś, to otrzymywanie informacji od miasta i przekazywanie ich do mediów. Nigdy nie wątpiłeś w ich prawdziwość, prawda?

 - Oczywiście, że nie. Jak mógłbym w ogóle wątpić...

Gruba dłoń Rikigi spoczęła na ramieniu Shiona.

 - Ten dzieciak, stojący tuż przed tobą, jest kryminalistą o obłąkanych oczach. Oto przepaść między fałszywymi informacjami, a prawdą.

Mężczyzna otworzył trzęsące się usta, by coś powiedzieć i wydał gardłowy odgłos. Mimo że w pokoju nie było ogrzewania, na jego czole zaczęły pojawiać się krople potu. Po niemal minucie ciszy, usta mężczyzny w końcu przestały się trząść, a on mógł wymówić imię Shiona.

 - Shion.

 - Tak?

 - Mówiłeś, że chcesz informacji o Zakładzie Karnym.

 - Tak.

 - I że to dlatego, że chcesz pomóc przyjaciółce.

 - Tak. Ministerstwo Bezpieczeństwa nagle ją aresztowało i wysłało do Zakładu Karnego.

 - Jej imię?

 - Safu. Miała być na wymianie za granicą jako kandydatka do elity.

 - Znasz jej numer obywatelstwa?

 - Numer obywatelstwa...

Jedli razem zanim Safu poleciała na wymianę. W drodze na stację zatrzymał ich policjant z Ministerstwa Bezpieczeństwa i poprosił o pokazanie ich kart identyfikacyjnych. Chodziło o numer, który wyrecytowała Safu. Zamknął oczy i posortował wspomnienia. Mimo że nie miał komputera, był w stanie zapamiętać  i zbierać informacje, by ułożyć je i przyswoić. Tę umiejętność szlifowano w nim od dziecka. Nie było dla niego żadną trudnością, przypomnieć sobie ciąg liter i cyfr, nawet jeśli usłyszał go tylko raz.

 - To SSC-000124GJ.

 - SSC-000124GJ - powtórzył dwukrotnie mężczyzna. - Nie wiem nic o incydencie, w którym obywatel miasta o takim numerze został zabrany przez Ministerstwo Bezpieczeństwa.

 - To zdarzyło się w sekrecie. Po prostu o tym nie wiesz.

 - A ty planujesz ją uratować?

 - Tak.

 - Masz zamiar pomóc przestępcy uciec z Zakładu Karnego - powiedział mężczyzna z niedowierzaniem. - Nie jesteś chyba poważny?

 - Safu nie jest przestępcą. Nie popełniła żadnego przestępstwa. Jeśli ktokolwiek to zrobił, to ci, którzy ją uwięzili.

Inukashi ziewnął głośno.

 - Hej, wiecie, jest super i w ogóle, ale nikomu nie będzie przeszkadzać, jak pójdę już spać? Muszę wstać wcześnie rano i zająć się psami.

 - Masz rację - zgodził się Rikiga. - Jeśli za długo go potrzymamy, nawet karta pana ,,Grubej Ryby'' nie wystarczy, żeby dostać się do miasta. Powinniśmy już iść, Fura-sama.

Mężczyzna zignorował Rikigę i pozostał sztywny, bez ruchu. Kropla potu spłynęła po jego twarzy, połączyła się z krwią i spadła z końcówki podbródka. Gdy tylko kropelka opadła na jego dłoń, mężczyzna wyszeptał cicho:

 - Mam najnowszą.

 - Eh?

 - Mam najnowszą. Ale część z nowym skrzydłem dalej jest biała.

Shion wytrzeszczył oczy z niedowierzaniem i ukląkł na oba kolana przed mężczyzną. Jego głos był ochrypły z ekscytacji.

 - Powiesz nam co jest w Zakładzie Karnym?

Mężczyzna pozostał cicho. Wytarł spływający pot i kiwnął głową. Inukashi podszedł szybko. Wyciągnął białego myszo-robota i nacisnął mocno jego małą główkę. Robot otworzył swoje plecy, a czerwone światło wypłynęło na zewnątrz. Pokazało obraz. Jabłko Adama mężczyzny ruszyło się, gdy przełykał ślinę.

 - Hologram, hę?

 - Tak to nazywają. Też zbyt wiele nie wiem. Czerwone kółka to urządzenia ochrony z tego co wiem. I jak to wygląda? Są jakieś błędy, staruszku?

Inukashi wpatrywał się w twarz mężczyzny, kręcąc końcówką nosa. Ten zaś nie przestawał przyglądać się planowi pięter Zakładu Karnego, jakby się do niego przykleił.

 - Elektroniczne pióro? - Nezumi zaoferował mu srebrne pisadło.

 - Nie. Użyję własnego. - Mężczyzna wyciągnął pióro z wewnętrznej kieszeni swojego płaszcza i włożył jego końcówkę w światło. Bandaż na jego dłoni zaczynała już przeciekać, ale jego mina pozostawał skupiona. Palce się trzęsły, ale mimo to pióro poruszało się zgrabnie w powietrzu, dorysowując niezliczone, skomplikowane linie na diagramie.

 - Łaaa... Zajebiste - powiedział Inukashi ze zdumieniem. Rikiga spoglądał na mężczyznę żałosnym wzrokiem.

Pióro wyślizgnęło się z jego dłoni i spadło na podłogę.

 - To... wszystko, co o tym wiem.

Ilość urządzeń ochrony trzykrotnie przekroczyła liczbę, którą Inukashi oryginalnie umieścił na diagramie. Ilość cel natomiast zmalała o jedną trzecią. Automatyczne bariery były umieszczone w korytarzach na interwałach, by uniemożliwić więźniom ucieczkę, a intruzom wtargnięcie. Raz aktywowane spadały na dół, zamykając każdego uciekiniera czy intruza. A raczej pozbywały się ich.

Shion przełknął ślinę. Sądząc po rozłożeniu sieci elektrycznej, wyglądało na to, że bariery były stworzone do uwalniania prądu o wysokim napięciu. Gdy ściany już opadły, blokując intruzowi drogę ucieczki, komnata natychmiast stawała się krzesłem elektrycznym. Korytarze były zaś miejscem egzekucji.

 - Jak jakaś cytadela - wydyszał Shion.

 - To miejsce holocaustu. - Nezumi podniósł pióro i włożył z powrotem do kieszeni mężczyzny. - Ewentualnie kiedyś zrobią z tego zabytek ludobójstwa.

 - Ludobójstwo... - powtórzył Shion. - Ilu ludzi tam zabito?

Nezumi powoli pokręcił głową.

 - Shion, nie ,,zabito''. To jeszcze się nie skończyło. Ludzie giną tam nawet w tej chwili. Jest mniej cel, ale nie dlatego, że jest mniej więźniów. Po prostu mniej z nich trafia do cel. Rozumiesz, co mówię?

 - Tak.

Pozbywali się więźniów jeszcze zanim trafili do cel. Sprzątali ich po prostu jak śmieci.

Rikiga jęknął krótko i zasłonił usta dłonią. Pot błyszczał na jego bladej twarzy.

 - Przestań - powiedział. - Rzygać mi się od tego chce.

 - Chyba sobie ze mnie jaja robisz - odezwał się natychmiast Inukashi. - Nawet nie myśl o brudzeniu w moim pokoju - Rozłożył swoje chude ramiona na boki.

 - Mam pytanie - Nezumi, nadal na jednym kolanie, wskazał hologram. - Czemu wiesz aż tyle? Jak możesz zapamiętać aż tyle detali Zakładu Karnego?

 - Ostatnio to widziałem - była taka sekcja w tajnych dokumentach Zakładu Karnego. Przejrzałem ogólny plan.

 - Co to konkretnie były za ściśle tajne pliki?

 - Cóż...

 - To nie może być projekt burmistrza. Skoro to ściśle tajna informacja, do której jednak nadal mają dostęp urzędnicy o twojej randze... to co to było?

Mężczyzna zazgrzytał zębami. Rozcięcie w ustach zdawało się nie dawać mu spokoju i jęknął.

 - Czy to o polowaniu?

Gdy tylko Nezumi wymówił to słowo, Inukashi i Rikiga spojrzeli po sobie. Shion czuł się niezręcznie. Nikt nie miał najmniejszego zamiaru wyjaśnić mu czym dokładnie to ,,polowanie na ludzi'' miało polegać. Mężczyzna pozostał cicho na swoim miejscu, wpatrując się w przestrzeń.

 - Czy ma niedługo być jakieś polowanie?

 - Nazywają to Sprzątaniem.

 - Sprzątanie? Ach racja. Tak właśnie nazywacie polowanie na ludzi. Sprzątanie śmieci, tak? Więc kiedy to?

 - Nie wiem. Nie ma jeszcze ustalonej daty. Ale pewnie będzie przed Świętym Dniem.

Święty Dzień. Coś, z czym Shion miał już do czynienia. Tego dnia całe No.6 pełne było festiwali, celebrujących narodziny miasta. Odpalano fajerwerki, a flaga miasta - złoty okrąg, symbolizujący Kroplę Księżyca, umieszczony na białym tle, wisiała wszędzie. Mieszkańcy świętowali, że mieli przywilej życia w Świętym Mieście i otaczali ,,swoje przepotężne No.6'' chwałą. Rok temu Shion znalazł się pośrodku tej wrzawy. Nadal dobrze to pamiętał. Wracał właśnie do swojego domu w Utraconym Mieście, gdy zatrzymał go lekko podstarzały pan. Zganił go i zapytał, dlaczego nie macha flagą, ani nie obchodzi Świętego Dnia. Do tego nie tylko on to zrobił. W czasie zaledwie godzinnego spaceru ze Stacji Centralnej do domu, spotkał się z takimi samymi oburzonymi, retorycznymi pytaniami ze strony kilkorga innych ludzi - między innymi młodej kobiety, starszej osoby i gospodyni w średnim wieku. Właśnie gospodyni, która spotkała go jako ostatnia, wcisnęła mu nawet flagę w dłoń, mówiąc: ,,Wypełnij swój obowiązek wobec miasta. Dalej, machaj flagą''. Shion pamiętał swój dyskomfort, niezadowolenie i niepokój związany z masą flag i głosem tłumu, wołającym: ,,Nasze przepotężne Miasto". Takim właśnie dniem był Święty Dzień.

Na twarzy Nezumiego pojawił się krzywy uśmiech.

 - Czyli mają zamiar posprzątać w ogródku burmistrza przed wielkim dniem.

 - Populacja Zachodniego Bloku jest za duża. W dzisiejszych czasach bezdomni dość szybko się rozmnażają. Zwiększa się liczba brutalnych zbrodni, takich jak tamto włamanie do Biura Kontroli Dostępu. Już najwyższy czas na... Na Sprzątanie.

 - A niby jak wiele innych miejsc, w których ludzie mogą żyć w miarę bezpiecznie jeszcze zostało na tej planecie? Jeśli ludzie znajdą takie, które będzie wydawać im się bardziej przystosowane do życia, spróbują się tam przenieść. Czy to przestępstwo?

 - Pozwalamy ludności mieszkać tutaj, do pewnego stopnia.

 - Do pewnego stopnia? Hah - zaśmiał się krótko Nezumi. - Czyli dopóki nie zaczną być problemem dla No.6.

 - Tak. Jeśli gniew będzie narastać, a głodująca ludność Zachodniego Bloku zdecyduje się wszcząć zamieszki, to będzie dla nas tylko jeszcze większy problem. Wiesz, pomagamy tylko w ten sposób  zapobiec przeludnieniu. To powinny być dla was dobre wieści.

 - Och, jakże to taktowne z waszej strony - Nezumi wzruszył ramionami. Shion złapał mocno jego ramię.

 - Nezumi, nie mów mi, że polowanie to...

 - Że polowanie to co?

 - Nie ma mowy... To nie może... - Shion zamilkł, po czym zaczął ponownie. - Powiedz mi. Co się stanie przed Świętym Dniem?

 - Myśl za siebie! - Dłoń Shiona została zrzucona. Głos Nezumiego był jak przyłożenie pięścią w twarz.

 - Nie jestem twoją opiekunką. Jeśli myślisz, że wszyscy będą ci po prostu podawać na tacy odpowiedzi, to się mylisz. Używaj własnej głowy. Wyobraź to sobie - Nezumi nabrał powietrza i zmienił ton na łagodniejszy.

 - Chociaż wydaje mi się, że twoja wątła wyobraźnia nijak ma się do rzeczywistości - Otrzepał ręce i wstał.

 - Wracam do domu - mruknął mężczyzna i podniósł się niestabilnie na nogi. - Wracam do domu. Puśćcie mnie.

 - Fura-san, dziękujemy za wszystko - słowa wdzięczności uciekły z ust Shiona zanim ten zdążył się zorientować. Jego myśli były pomieszane, a serce nadal roztrzęsione po wysłuchaniu konwersacji między Nezumim a mężczyzną. Jednak mimo to był wdzięczny za słowa Fury. Człowiek, który całe życie przeżył pośród elity popełnił tak zdradziecki akt wobec miasta. Shion rozumiał rodzaj napięcia, który Fura musiał przez to odczuwać.

 - Wiem, że to dziwne, że za wszystko dziękuję, ale jestem naprawdę wdzięczny. Naprawdę, bardzo ci dziękuję.

Mężczyzna zatrzymał się przed drzwiami i odwrócił się.

 - A ty?

 - Eh?

 - A ty nie wracasz?

Niezdolny do odpowiedzi na nagłe pytanie, Shion skupił oczy na zamkniętych ustach mężczyzny.

 - Znaczy do No.6?

 - Tak. W ogóle nie masz zamiaru wracać do miasta?

 - Nie.

 - Więc zostajesz tutaj.

 - Tak.

 - Dlaczego? Nie tęsknisz za Świętym Miastem? Nie chcesz wracać?

 - Tęsknię za niektórymi ludźmi. Są tacy, których chciałbym jeszcze spotkać. Ale nie mam zamiaru wracać do domu.

 - Dlaczego?

 - Bo to nie jest miejsce, do którego powinienem wracać. I chyba dlatego, że to sobie uświadomiłem.

Mężczyzna położył dłoń na klamce i otworzył drzwi.

 - Jesteś... głupcem.

 - Jestem? Nie wydaje mi się.

 - Jesteś głupcem.

Mężczyzna opuścił pokój, a Rikiga podążył za nim. Drzwi zamknęły się, a płomień świeczki podskoczył od powiewu. Trójka pozostała w pokoju przyglądała się diagramowi, który pozostawił po sobie urzędnik.

 - Właśnie mi się coś przypomniało - Inukashi usiadł na łóżku. - Stara baśń, którą opowiadała mi kiedyś moja mama. Była o północnym wietrze i słońcu. Znacie ją?

 - Tak - odpowiedział Shion. - Nezumi miał taką książkę. Nawet była z obrazkami. To ta, w której wiatr i słońce rywalizują, które z nich zmusi podróżnika do zdjęcia płaszcza, tak?

 - Tak, właśnie tak. Nieważne jak mocno wiał wiatr, podróżnik tylko łapał mocniej swój płaszcz, żeby wiatr mu go nie zerwał. Jednak kiedy słońce nad nim zaświeciło, zdjął go, bo było mu za gorąco.

 - Inukashi, do czego zmierzasz? - Nezumi zmarszczył brwi z niezadowoleniem.

 - Po prostu myślę o waszej dwójce. Szkoda, Nezumi. Shion znacznie łatwiej ściągnął mu płaszcz.

 - Ech, mów sobie, co chcesz - powiedział lekceważąco Nezumi. - ...Shion.

 - Hm?

 - Myślisz, że możemy ufać tej mapie?

 - Tak.

 - Jesteś naiwny.

 - Myślisz, że wysiliłby się na tyle, żeby dać nam fałszywe informacje?

 - A co jeśli tak? Może myślisz, że pozbawiłeś go płaszcza, ale pod spodem miał zbroję.

 - Nie miał powodu, żeby kłamać. Wiedział, że puścilibyśmy go do domu, nawet gdyby niczego nie powiedział. Ale narobił sobie tego całego kłopotu, żeby przekazać nam tajne informacje.

 - Może zastawił na nas pułapkę.

 - Tak myślisz? Ty naprawdę tak myślisz?

 - Mówię tylko, że jest możliwość i jest ryzyko. Ale ta wiedza raczej nic nam nie da. To, co nam zostawił, to najlepsze informacje, jakie mamy. Nie ma żadnej metody ani czasu, żeby sprawdzić, czy to prawda.

 - Czyli mówisz, że nie mamy innego wyboru, jak tylko w to uwierzyć.

 - Niestety.

Inukashi rzucił się na łóżko i zaśmiał szczekliwie.

- Spójrz na niego, próbuje zgrywać fajowego. Wiesz, Shion, Profesor Nezumi jest chyba pod wrażeniem, że koleś wydał tajne informacje tak łatwo. Pewnie nawet sobie nie wyobrażał, że pójdzie to tak łatwo. Widzi cię w nowym świetle, po prostu tego nie okazuje. Uparty chłopiec - Westchnął Inukashi z fałszywym rozdrażnieniem. - Jeśli jest pod wrażeniem, powinien to po prostu powiedzieć.

 - Inukashi! - krzyknął ze wściekłością Nezumi.

 - Na mnie się nie wkurzaj. Taka jest prawda - Twarz Inukashi zrobiła się poważna, gdy spoglądał na Shiona i Nezumiego, leżąc na brzuchu. - Ale co teraz masz zamiar zrobić, Nezumi? Naprawdę chcesz wykorzystać polowanie, żeby dostać się do Zakładu Karnego?

 - Taa. I na nasze szczęście wygląda na to, że jedno ma się niedługo odbyć.

 - Szczęście, co? - powtórzył Inukashi. - Tak tylko ci mówię, mnie w to nie mieszaj. Nie chcę niczego ryzykownego i nie mam najmniejszego zamiaru w to wchodzić.

 - Twoja szansa na zabłyśnięcie jest tuż za progiem - powiedział Nezumi. - Mam dla ciebie robotę poza Zakładem. Tak jak powiedział alkoholik, siedzimy w tym razem aż do końca. Nie ma mowy, żebyś zabrał swoje dwie sztuki złota i nawiał. Wiesz to, prawda, Inukashi? Lepiej niż ktokolwiek inny.
Inukashi wydął wargę i spochmurniał. Nezumi wyciągnął dłoń ponad hologram i odezwał się do Shiona.

 - Shion.

 - Hm?

 - Zapamiętaj cały plan. Nie będziemy mogli zabrać żadnych mikro-robotów do Zakładu Karnego. Każda maszyna, nie wyposażona w rozpoznawalny chip, będzie zniszczona, nieważne jak mała. Jeden fałszywy krok, a osoba, która będzie ją trzymać, zostanie wysadzona wraz. My zaś nie będziemy mieć czasu na wyciąganie mapy za każdym razem, kiedy się zgubimy.

 - Chcesz bym zapamiętał wszystko, co tu jest?

 - Wszystko. Masz to idealnie wykłuć w pamięci. Chcę lokalizacji każdego sensora, całego systemu ochrony i lokalizacji każdego śmiecia, jaki jest na mapie, bez żadnych błędów. Nawet mała nieścisłość może kosztować nas życie.

 - Dobrze.

Nezumi rzucił Shionowi małego robota.

 - Nie mamy dużo czasu. Zapamiętaj wszystko idealnie - to twoje zadanie.

 - Trudniejsze od tych, które do tej pory sostałem.

 - Jak pewnie się czujesz?

 - Dosyć.

,,Heh''. Nezumi zamrugał i wypuścił powietrze. Nie spodziewał się tak definitywnej odpowiedzi Shiona.

 - Chyba powinienem był się domyślić, że do pracy umysłowej będziesz najlepszy, co?

 - Pytanie nie brzmi czy jestem w tym dobry czy nie. Nie liczy się, czy umiem to zrobić, czy nie - ja po prostu muszę.

Od tego zależało życie Safu, Nezumiego, jego własne, Inukashi i Rikigi.

Owinął dłoń wokół białego mikro-robota. Nawet ściskana dość mocno, by zostać zgnieciona, maszyna stworzona ludzką ręką nigdy nie piszczała ostrzegawczo jak Hamlet czy Cravat, ani nie miała ich ciepła czy miękkości. Była sztywna i zimna. Usta Nezumiego złożyły się w uśmiech. Zaśmiał się łagodnie.

 - Wygląda na to, że nauczyłeś się trochę dopasowywać do sytuacji.

 - Ty mnie nauczyłeś.

Nezumi złożył usta.

 - ...Zostań blisko mnie - mruknął.

 - Eh?

 - Polowanie nadchodzi. Zostań blisko mnie i nie wałęsaj się sam. Gdziekolwiek nie pójdziesz, nie spuszczaj ze mnie wzroku. Jeśli zgubimy jeden drugiego w środku polowania, prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczymy. Twoje szanse na przeżycie spadną drastycznie, lekko mówiąc.

 - Załapałem - powiedział ociężale Shion.

 - Wydaje mi się, że i bez tego szanse masz niewielkie - Całe ciało Inukashi trzęsło się, gdy się śmiał. Zniszczone boki łóżka skrzypiały, wytwarzając irytujący hałas. - Kiedy ludzie zostają złapani w trakcie polowania, zostają wrzuceni prosto do Zakładu Karnego, gdzie większość z nich umiera albo robi się obłąkana. To by był cud, gdybyście dali radę to przeżyć i się wydostać. Zdarzenie równie cudowne, co rozdwajające się słońce.

 - Możesz czynić cuda łatwiej niż myślisz, Inukashi. Mama ci tego nie powiedziała? - Nezumi owinął płaszcz z superfibry wokół ramion, zmierzając do drzwi. Inukashi zawołał do niego:

 - Nezumi, jest coś jeszcze.

 - Jeszcze? Co jeszcze?

 - Mama nie mówiła nic o cudach, ale powiedziała coś po tej historii o wietrze i słońcu. ,,Żaden wiatr, ani żadne słońce nie może z nas zdjąć skór. Może i nie masz grubego futra, ale nie poddawaj się wiatru ani słońcu". A potem mnie wylizała.

 - Kochaną miałeś mamę.

 - Była najlepsza - Inukashi zeskoczył z łóżka i podszedł do Nezumiego. - Wychowała mnie moja mama. Nadal pamiętam jakie miękkie było jej futro, jej zapach i to, co mi mówiła. Pamiętam to i dlatego...

 - Co?

 - Dlatego mam zamiar przetrwać. Mam zamiar żyć tu z moimi psami. Nawet jeśli wy zginiecie, ja nigdy nie wrócę do Zakładu Karnego i nadal będę żyć. Mam zamiar przeżyć i opowiedzieć reszcie psów o mojej mamie.

 - Fajowa przysięga. Twoja martwa matka pewnie skacze z radości – Dłoń Nezumiego wysunęła się, by pogłaskać opalony policzek Inukashi.

 - Dobranoc, mój chłopcze. Niech Bóg obdarzy cię słodkimi snami i da ci siłę na jutro - powiedział łagodnie żeńskim głosem. Zanim Inukashi zdążył otworzyć usta, Nezumi zniknął za drzwiami. Inukashi przemówił do ciemności.

 - Tylko na mnie patrz, przeżyję to wszystko bez ciebie.

 - Wszyscy to przeżyjemy - powiedział cicho Shion. Śmierci nie było w ich planie. Mieli grać, myśleć i walczyć o życie. By przetrwać razem.

 - Ach, zapomniałbym - zwiewny głos Nezumiego odbił się z ciemności. - Inukashi, gdybyś chciał pocałunku na dobranoc, sugeruję poprosić o niego Shiona. Bez wątpienia podarowałby ci zręcznego i namiętnego całusa.

 - Nezumi! - odezwał się z oburzeniem Shion.

Śmiech Nezumiego zniknął w oddali. Stał się jednym z dźwiękiem wiatru i pozwolił się wessać ciemności.



==Koniec rozdziału 4==