((Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim, którzy przyczyniają się w jakiś sposób do zwiększania się mojej motywacji, tym, którzy pomagają mi przygotowywać nowe rozdziały (tu podziękowania za podwójną korektę dla Ayo i Dżun <3) i wam, osobom, które to czytają i motywują mnie do dalszej pracy ^^ (wiem, powtarzam się, ale to dla mnie naprawdę ważne ^^) no, czyli ogólnie zarówno no-lifom, osobom, które obudziły się dzisiaj z niezłym kacem jak i tym, którzy grzecznie się wczoraj bawili (mniejszość bo mniejszość, ale jestem jej przedstawicielem =_=") życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku~~))
Miasto
światła
Po
posiłku Nezumi położył szalkę Petriego i parę pęset przed Shionem.
– Wyjąłem to z
ciebie. Spójrz. Pewnie będziesz miał niezłe pole do popisu.
– Pole?
Na
szkiełku leżało coś czarnego i żylastego, mającego około dwóch centymetrów
długości. Shion uniósł to pęsetą. Śliski obiekt bujał się w jej uścisku,
sprawiając wrażenie nadtopionego. Po bliższym przyjrzeniu się, zauważył ślad
czegoś błoniastego przy końcówce.
– To są...
Skrzydła?
– Na to wygląda.
Nie mam pojęcia. Było tam jeszcze coś. – dodał
Nezumi. –
Co o tym powiesz?
Kolejna
czarna bryłka. Jednak ta była twarda, przypominająca nasienie. Do tego
posiadało otwór, jakby coś wygryzło sobie drogę ze środka.
– To chyba poczwarka
– powiedział z zastanowieniem Shion.
– Poczwarka?
Taka jak od ciem czy motyli? A nie, motyle mają kokony.
– Kokony są
zewnętrzną osłoną poczwarki – wyjaśnił Shion. – Zarodek, larwa, poczwarka i dorosły osobnik. Większość owadów
przechodzi swój rozwój w tej kolejności. A ten... To chyba jakiś rodzaj
pszczoły.
– Myślisz?
– Są już znaki
formowania się skrzydeł. Tak jak i cztery błony, mające cechy skrzydeł, a poza tym... – Shion
przełknął ślinę. – Widziałem na własne oczy czarną pszczołę,
wychodzącą z szyi Yamase-san.
– Czyli tamta
pszczoła i to coś tutaj, to ta sama rzecz?
– Prawdopodobnie,
o ile się nie mylę. Ta nie mogła dokończyć przemiany. Udało jej się wygryźć drogę, ale nie mogła już zostać w pełni
rozwiniętym osobnikiem. To wybryk natury.
– Czemu?
„Czemu?
Właśnie, czemu? Dlaczego taka sama pszczoła, jak ta, która dokończyła rozwój w
środku Yamase, nie była w stanie zrobić tego samego tutaj? To tylko przypadek,
czy może...”
Shion pokręcił głową.
– Nie wiem. Mogę
tylko powiedzieć, że to pasożytujący organizm, który żywi się ludźmi.
Nezumi
wpatrywał się w szalkę Petriego.
– Pasożytnicza
pszczoła... –
mruknął. – Myślałem, że
one żywią się tylko nektarem.
– To tylko
jeden z gatunków pszczół zwana: pszczołą miodną. Większość pszczół, czy os,
jest z natury samotnymi myśliwymi.
– Są też
pasożytnicze osy?
Shion
kiwnął głową. Pytania Nezumiego były proste i z całą swoją wiedzą nie miał
większych problemów z odpowiedzią. Jednak żadne pytanie nie schodziło z tematu.
Były prowadzone lekko, ale trafiały prosto w sedno. Z każdym kolejnym pytaniem,
Shion czuł rosnącą niewygodę bycia zapędzonym do rogu. Obawiał się, że
bezwiednie pozwoli czemuś okropnemu wyślizgnąć się i opuścić jego usta.
„Nie
możesz się bać” – powtarzał sobie.
Nie
mógł przymknąć oka i pozwolić słowom się wyśliznąć. Jak również udawać, że nic
się nie stało i odmawiać odpowiedzi, zrobienia z tym czegoś. To on tego
doświadczył. Był żywicielem pasożyta, walczył z nim i zwyciężył. A jako symbol
tej walki, nosił czerwoną wstęgę, owiniętą wokół ciała. Tak, to było piętno. Poczuł,
że Nezumi się w niego bezsłownie wpatruje. Momentalnie wrócił wzrokiem do
poczwarki i przemówił.
– Jest około
200 tysięcy gatunków pasożytujących os. Mrówki i owady błonkoskrzydłe, takie
jak pszczoły, są wysoko wyspecjalizowanymi insektami i wciąż są tysiące
gatunków, które nie zostały jeszcze odkryte. Tak jest na przykład w przypadku
pasożytujących os, a przynajmniej tak słyszałem.
– Czyli nie
wiemy, z czym mamy do czynienia.
– Nie możemy
stwierdzić co to za gatunek.
– Ale możemy
mieć przypuszczenia.
– O ile mamy
podstawy do jakichkolwiek przypuszczeń. – odpowiedział
Shion.
– Ty tu jesteś
najlepszą podstawą – powiedział Nezumi ze sztucznym
entuzjazmem. –
Więc jak było, będąc żywicielem pasożytniczej
osy? Możesz stwierdzić czy to nowy gatunek?
– Chwilami
naprawdę jesteś wredny, wiesz? – rzucił
zirytowany.
– Cóż, ty mnie
wkurzasz bez przerwy. „Nie możemy stwierdzić co to za gatunek”, mówisz. To nie
mieszaj. W ogóle nie czujesz niebezpieczeństwa? Te osy zabijają ludzi.
– Jak
większość pasożytniczych os.
– Co?
– Osy uznane
za pasożytnicze są parazytoidami. Do pełnego zakończenia rozwoju muszą tylko
się do czegoś przyczepić... czyli żywiciela. I ostatecznie nie ma innej opcji,
niż zjedzenie i zabicie go.
„Ostatecznie
nie mają innej opcji niż zjedzenie i zabicie żywiciela”. Zabrzmiało nawet
bardziej groteskowo, gdy ubrało się to w słowa.
– Jakiego
rodzaju żywiciela?
– Jest ich
pełno. Ćmy, motyle, larwy mrówek, owoce... Gatunek z grupy ichneumonoidea,
Rhysella approximator, składa jaja w larwie innego – Xiphydriida, stając się
jego żywicielem.
– Więc są osy
żywiące się innymi osami.
– To nie
wszystko, inny gatunek z tej samej grupy ichneumonoidea – Pseudorhyssa
alpestris, składa jaja w tym samym Xiphydriida zaraz po Rhyselli, a jego larwa
zjada Rhysellę i Xiphydriidę.
– Więc
zabijają się nawzajem, mimo iż są z jednej grupy. A ja myślałem, że tylko
ludzie zabijają się nawzajem. Więc?
– Hm?
– Są
pasożytnicze osy, żywiące się ludźmi?
– Nigdy o
takich nie słyszałem – odpowiedział Shion. – Jest pełno innych organizmów, pasożytujących
na ludziach: wirusy, bakterie, kleszcze, pchły i tym podobne. Słyszałem nawet kiedyś
o pluskwie, która złożyła jaja w głowie chłopca, a któreś z nich zaatakowało
jego mózg. Jednak to był jedynie przypadek. Nigdy nie słyszałem, żeby osy
robiły coś podobnego. Pytanie brzmi – powiedział z zamyśleniem. – Jak w ogóle
udało im się złożyć jaja w ludzkim ciele? Jak przebiły się przez skórę, bez
zwracania uwagi nosiciela?
– Nic
takiego nie pamiętasz?
– Nie
czułem bólu ani ukłucia. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że mogłem zostać
użądlony.
– Więc
mogą składać jaja, że nosiciel nic nawet nie zauważy.
– Do
tego rosną z dużą prędkością. A kiedy stają się już dorosłymi osobnikami, muszą
wydzielać jakąś substancję, która natychmiast przyspiesza starzenie u
nosiciela, doprowadzając go do śmierci. Nawet procesy zesztywnienia pośmiertnego
i gnicia przyspieszają. W końcu, pasożytnicza osa wygryza sobie drogę na zewnątrz
ciała i ucieka.
Zapadła
chwila ciszy.
Shion
i Nezumi spojrzeli na siebie i wypuścili powietrze w tym samym momencie.
–
Mimo wszystko, zaskoczyło mnie, że przeżyłeś.
–
Taa. Dostaję dreszczy na samą myśl o tym.
– Hej
– zaczął nagle Shion. – Zdarzyło się tu coś podobnego?
–
Nie. Też o tym myślałem, więc zrobiłem małe śledztwo. Byli ludzie zastrzeleni w
walce, lub którzy upili się i utopili w kanale, ale nikogo, kto nagle się
zestarzał i umarł. Nikt tu nie kontroluje mediów i nie ma cenzury jak w No.6 –
dodał Nezumi. – Więc gdyby działo się coś niezwykłego, wiadomość o tym
rozeszłaby się szybciej niż ogień w bibliotece.
– Może
zdarzyło się w innym Bloku? – zasugerował Shion.
–
Może Południowo–wschodnie Bloki? Środowisko byłoby idealne do pojawiania się nowego
gatunku.
Nezumi
pokręcił głową.
– Nie
mogę sobie tego wyobrazić. Gdyby tak się stało, miasto powinno od razu zamknąć
wszystkie bramy, odcinając się w ten sposób. Ale nic na to nie wskazuje. Nadal
zbierają produkty z Południowo–wschodnich Bloków. W Północnym Bloku to samo.
–
Więc osy muszą pochodzić z No.6... Nie mogę w to uwierzyć – mruknął do siebie
Shion.
– Nie
do wiary, tu akurat masz rację – palce Nezumiego dotknęły szkiełka. Jego
ramiona zatrzęsły się lekko.
–
Nezumi?
Nezumi
schylił głowę, a z jego ust wydobył się cichy chichot. Szybko zmienił się w
głośny śmiech, odbijający się echem po podziemnym pokoju, zapchanym książkami.
Upadł na łóżko, trzymając się za brzuch i wciąż śmiejąc. Shion wyciągnął rękę
po dzban wody i opróżnił go na głowie Nezumiego.
– Ej!
– zerwał się. – Co ty, do cholery, wyprawiasz?!
–
Wszystko w porządku?
– W
porządku? Jestem cały mokry.
– Po
prostu... Myślałem, że masz atak histerii, więc...
–
Czemu miałbym popadać w histerię?!
– No
bo zacząłeś się tak nagle śmiać i pomyślałem, że...
–
Śmiałem się, bo to śmieszne.
– Co
jest śmieszne?
Nezumi
potrząsł głową, obrzucając twarz Shiona kropelkami wody.
– To
zabawne, prawda? Gdzie to wszystko się zaczęło? W No.6. Osy jedzące ludzi, latają
sobie nad tą utopią, czy jak wolisz „Świętym Miastem”. Stolica nowoczesnej
nauki, miasto przyszłości. I jest
pożerane przez pszczoły. Zabawne.
– To
nie jest coś, z czego powinno się śmiać. Ludzie tam umierają.
Nezumi
wstał i zbliżył się do niego. Shion pomyślał, że Nezumi miał wtedy rację. Był
wyższy. Z łatwością przerósł go o kilka centymetrów.
– Co?
– Shion bezwiednie cofnął się o krok. Podniósł się i wyprostował ramiona na
tyle ile mógł, bo przeszkadzała mu ściana książek, znajdująca się za nim.
Dostrzegł błysk w szarych oczach Nezumiego, dziką, przeszywającą iskrę. Widział
ją tylko przez ułamek sekundy, ale nie umknęła jego uwadze.
–
Wybacz moje głupie pytanie... – powiedział Nezumi głosem bez emocji. W tym
samym czasie jego palce zaciskały się wokół gardła Shiona. – ...ale zabiłeś już
kiedyś kogoś? – Jego palce powoli zaczęły wbijać się głębiej w szyję Shiona.
–
Nigdy... – odpowiedział anemicznie. – Oczywiście, że nie...!
Wąskie
wargi Nezumiego wygięły się w zimnym uśmiechu.
–
Domyśliłem się. Ale pamiętaj o tym. Ta osa może zabijać tylko po to, żeby
utrzymać się przy życiu, ale ludzie mordują się nawzajem ze znacznie błahych
powodów. A ty prawie zostałeś zabity
przez innego człowieka.
–
Wiem.
–
Kłamca. Niczego nie wiesz.
–
Wiem! – krzyknął Shion z wściekłością, chwytając nadgarstek Nezumiego. – Wiem.
Jeśliby mnie zabrali do Zakładu Karnego, jak planowali, to zostałbym uznany za
mordercę zamiast osy. W najlepszym wypadku dostałbym dożywocie. W najgorszym
czekałbym już na egzekucję – ucichł na moment, jednak kontynuował dalej z
determinacją. – Ministerstwo chciało kupić sobie czas. Potrzebowali go, żeby
odkryć przyczynę śmierci Yamase-san, a robiąc ze mnie podejrzanego, chcieli
zamknąć sprawę jako zwyczajne morderstwo. Mam rację?
Palce
Nezumiego osunęły się. Miejsce na szyi Shiona, w które wbił się kciuk, płonęło
czerwienią.
–
Dobra odpowiedź, pełna dowodów – powiedział chłodno Nezumi, kontynuując ze
sztuczną powagą. – Wygląda na to, że ten niezrównoważony, młody człowiek, który
został wyrzucony z elity, popełnił te zbrodnie z żalu do miasta. Domyśliliśmy
się, że specjalnie zmieszał chemikalia, by stworzyć miksturę, którą później wykorzystał
w aktach przemocy. Jednak dzięki działaniom Ministerstwa Bezpieczeństwa, został
już zamknięty w areszcie. Dlatego chcielibyśmy zapewnić obywateli, że są
całkowicie bezpieczni – coś takiego pewnie napisaliby w gazetach – przerwał. –
Co za niedorzeczna farsa. Zgaduję, ze twoja wiedza i historia pasują idealnie
do roli „niebezpiecznego przestępcy”.
–
Miasto ma pełen dostęp do personalnych danych obywateli – odpowiedział Shion. –
Znalezienie kogoś, pasującego do tej roli, nie było dla nich zbyt trudne.
–
Brzmi jakbyś od początku to miał być ty.
– Eh?
– Od dnia, w którym mi pomogłeś, miasto
oznaczyło cię jako potencjalnego podejrzanego. Kontrolowali twoje życie,
spisując każdą minutę. Z kim się spotkałeś, o czym rozmawiałeś, co jadłeś...
Więc pomyślałem, że miasto mogło zaplanować tę całą sprawę morderstwa, żeby cię
aresztować. Teraz już wiemy, że się pomyliłem.
– Ale
czemu? Za co niby...
– Za
to, że nie byłeś lojalnym obywatelem – odpowiedział Nezumi, wycierając włosy
ręcznikiem.
Jego profil był wyjątkowo delikatnie
wyrzeźbiony. Wyglądał niemal jak sztuczny twór. Zbyt różnił się od twarzy
pokrytej skórą, pod którą płynęła krew, utrzymującej temperaturę, pełnej
wzniesień i dołeczków z ciała czy tłuszczu, z wytryskami w pojedynczych
miejscach; twarzy zmieniającej się z radości, złości, żalu czy szczęścia,
błyszczącej potem albo pokrytej łzami. To nie była ludzka twarz – wyglądała
jakby należała do lalki, zrobionej z niezwykłą precyzją.
Shion
myśląc o tym złapał jego pięść. Nadgarstek, który puścił go minutę temu, był
ciepły i można w nim było wyczuć stały puls.
–
Znowu odleciałeś. Nudzę cię?
– Eh?
Nie, jasne, że nie. Po prostu zastanawiałem się, co miałeś na myśli przez...
nielojalny – twarz Shiona zaczerwieniła się, nawet jeśli nie wiedział dlaczego.
Nezumi pociągnął nosem z lekceważeniem.
– To,
że miasto akceptuje tylko tych, którzy przysięgną mu całkowite posłuszeństwo.
Nie przyjmą ludzi, którzy się opierają, sprzeciwiają, czy mszczą. Upewniają
się, że każdy niepożądany obiekt jest eliminowany. Tak do teraz prosperowali.
– A
tym razem ja byłem niepożądanym obiektem...
–
Jesteś dla nich bardziej niż niepożądany, pomyśl o tym. Przechowałeś VC, podejrzewałeś,
że miasto manipuluje informacjami i zobaczyłeś okrucieństwo za fasadą miasta.
Nie zdałeś egzaminu jako obywatel. Zostałeś niechcianym kandydatem. Oni tylko
czekali, aż będą mieli okazję cię dorwać. ...Ej – powiedział nagle Nezumi. –
Opowiedz mi, co robi system odpornościowy, kiedy wirus atakuje organizm?
– Eh?
– Shion spuścił gardę i odpowiedział instynktownie. –
Cóż, najpierw idą komórki, które są naturalnymi mordercami – pewien typ
limfocytów. Znajdują komórki, które zostały zarażone przez wirusa i je niszczą.
Wtedy aktywują się rybonukleazy i zatrzymują rozprzestrzenianie się wirusa.
Następnie...
–
Wystarczy – przerwał mu Nezumi. – Rany, jak już ustawić cię na tłumaczenie
czegoś, nigdy nie wiesz, kiedy się wyłączyć. Dlatego ludzie się na ciebie
wkurzają.
–
Wydajesz się być jedynym, którego tak irytuję.
Ten jednak
zignorował go i wydał z siebie krótki, szyderczy śmiech.
– W
każdym razie, dla miasta jesteś jak ten wirus. I dlatego próbowali się ciebie
pozbyć.
–
Jestem człowiekiem. Nie da się mnie tak łatwo pozbyć.
Nezumi
westchnął z rozdrażnieniem.
– Wiesz,
ludziom z łatwością przychodzi zabijanie innych ludzi.
Shion
złapał jego ręce, tym razem mocniej.
– Ale
mogą też ich uratować.
– Co?
–
Uratowałeś mnie, Nezumi – powiedział z powagą. – Pasożytnicze osy nie pomagają
sobie nawzajem. Ale ludzie mogą. Mylę się?
Nezumi
uśmiechnął się krótko i spuścił wzrok.
–
Jesteś tak głupi jak to tylko możliwe. Beznadziejne. Skąd ci przyszedł do głowy
taki mdły banał? Mówiłem ci, że tylko spłacam dług.
– A
ja mówiłem, że już dość się odpłaciłeś.
–
Jakże hojnie z twojej strony, mieć tak niskie wymagania, co do mojego długu –
powiedział sarkastycznie Nezumi.
–
Więc sam musisz mieć całkiem wygórowane wymagania.
Nezumi
wypuścił powietrze i spojrzał w sufit. Przygryzł w ciszy wargę, jakby dobierając
odpowiednie słowa. Myszy biegały wokół jego stóp.
– Nie
rozumiesz – powiedział po chwili. – Nieważne, co powiem, i tak to do ciebie nie
dojdzie. Tamtego dnia, cztery lata temu, ja już się poddałem. Gdy się poddasz,
to twój koniec. Wiedziałem o tym. Ale nie było mowy, żeby ktoś mi pomógł czy
wyciągnął do mnie rękę. Byłem o tym przekonany. Nie mogłem prosić o pomoc i nie
miałem dokąd uciec... Wślizgnąłem się do Chronosu tak zmęczony, że nie mogłem
się ruszać, z przekonaniem, że złapanie mnie będzie tylko kwestią czasu... –
przerwał, po czym przemówił cicho. – Czułem się taki... upokorzony.
Zastanawiałem się, czy jedynym powodem, dla którego się urodziłem, była śmierć
w taki upokarzający sposób... Nie śmiej się.
Shion
nigdy nie mógłby tego zrobić. Dźwięki tamtej nocy sprzed czterech lat odbijały
się echem w jego uszach. Odgłosy wiatru, drzew i siarczystego deszczu zazębiały
się, narastając żywo w jego umyśle. A pośród hałasu i ciemności, leżał skulony
na podłodze i przemoczony do suchej nitki chłopiec.
– Jednak
wtedy otworzyło się okno. Zostawiłeś je otwarte na oścież i rozłożyłeś ramiona.
–
Tak, pamiętam. Czułem się naprawdę beznadziejnie i chciałem krzyczeć.
– Dla
mnie to wyglądało jakbyś zapraszał mnie do środka. Pomyślałem, że stało się
niemożliwe. Zostawiłeś nawet otwarte okno kiedy wróciłeś do środka.
–
Chciałem wyłączyć system kontroli atmosfery.
– Nie
obchodzi mnie powód. Okno, które tak lekkomyślnie zostawiłeś otwarte, było dla
mnie jak łut szczęścia. A to, że nie wezwałeś Ministerstwa Bezpieczeństwa,
tylko opatrzyłeś moje rany i dałeś mi jedzenie, było dla mnie kolejnym cudem.
Pierwszy raz dotarło do mnie, że takie rzeczy mogą się dziać. Ta pomocna dłoń,
którą ot tak cudownie do mnie wysunąłeś... Ty pierwszy mnie tego nauczyłeś. Tak
jak te wszystkie... – Nezumi rozejrzał się po pokoju.
– ...Te
tysiące historii. Nauczyłeś, że czasem doświadczamy najbardziej
niespodziewanych rzeczy. I dlatego mogłem przetrwać... –zapadła chwilowa cisza.
– Dlatego masz rację. Ludzie potrafią ratować innych ludzi. I ty jesteś tym,
który mnie tego nauczył. Jedynym, który by to zrobił. I niefortunnie dla mnie –
dług, który za to mam, jest naprawdę wysoki.
Głos
Nezumiego był wyjątkowo cichy, niemalże można go było nazwać mruczeniem, ale
był głęboki i czysty, rozbrzmiewał echem w uszach Shiona.
„A
więc tak to było” – pomyślał, po czym zwolnił uścisk i spojrzał na swoją dłoń.
Tamtej nocy, gdy otworzył okno, wraz z wiatrem, tymi dłońmi przyzwał także cud.
–
Tylko niech cię nie poniesie – powiedział Nezumi. Jego słowa szybko stały się
obcesowe. – Traktuję cię jak gościa, bo jestem ci to winien. Ale jak dasz się
ponieść i będziesz zarozumiały, wykopię cię stąd.
– W
porządku – odpowiedział łagodnie. – Nie wiem, czy uwierzysz mi na słowo, ale
nie jestem typem, który łatwo daje się ponieść. Tylko skąd wiedziałeś, że byłem
w niebezpieczeństwie? – zapytał z ciekawością. – To nie tak, że cały czas mnie
obserwowałeś, prawda?
Nezumi
podniósł szarą myszkę i przytrzymał ją przed Shionem. Była najmniejsza ze
wszystkich.
–
Przyjrzyj się.
Shion
wziął ją do ręki i przysunął do twarzy.
– To
jest... robot?
–
Całkiem nieźle zrobiony, co nie? Ma pełno wbudowanych czujników. Jest dość
mały, żeby prześlizgnąć się przez sieć nadzoru miejskiego i trochę się
rozejrzeć. Oczywiście, to zależy od terenu.
– Sam
go zrobiłeś?
– No,
tak – rzucił od niechcenia. – Kiedy byłem poza No.6, ten maluch wysyłał mi o
tobie informacje.
Shion
zacisnął lekko palce wokół myszki w swojej dłoni. Nie miała ani odrobiny
miękkości czy ciepła żywej istoty. Schylił się do innej myszki, biegającej
wokół jego stóp. W przeciwieństwie do tej szarej, ta miała ledwie wyczuwalny
puls i była ciepła.
– Nie
wiedziałem kiedy, ani jak, miasto ma zamiar się na tobie odegrać – kontynuował
Nezumi. – Jesteś młody i bystry. Nadal miałeś sporą wartość. Nie mogłem sobie
wyobrazić, że wykopaliby cię tak łatwo. Zrozumiałem, że muszą wiedzieć, że
mogłeś im się jeszcze przydać i chcieli cię wykorzystać. Zrobienie z ciebie
mordercy, to pewnie dla nich bułka z masłem. Byłeś ich kozłem ofiarnym –
zadrwił. – Trzymali cię zamkniętego w zagrodzie, aż do dnia, w którym mogliby
wyciągnąć cię przed tłum i zrobić widowiskowe show z odcinaniem ci głowy.
–
Więc od bycia wirusem przeszedłem do kozła. Niewielkie osiągnięcie.
–
Hej, kozły są słodkie. I z pewnością bardziej kochane od ciebie.
–
Dziękuję za komplement – Shiona jakoś mało to śmieszyło. – Więc ten malec
wyczuł, że coś się ze mną stanie i ci o tym powiedział.
–
Ehe. Zaczęło się tego dnia, kiedy ten facet zmarł z nienaturalnych przyczyn w
twoim parku. Potem Ministerstwo zaczęło cię nadzorować. Fakt, że twój współpracownik
też zmarł, było już tylko dolaniem oliwy do ognia. Idealna okazja, żeby cię
aresztować.
–
Nadzorowanie... Nawet nie wiedziałem, że byłem obserwowany.
–
Robią tak, żebyś nie zauważył. Jednak gdy się zorientujesz, to już po tobie.
–
Straszne.
–
Teraz rozumiesz? – powiedział Nezumi z drwiną w głosie, po czym pociągnął
nosem. Shion uniósł grzywkę. Wszystko się mieszało . Co się stało, co miało się
stać i co powinien był zrobić? Praktycznie nic nie wiedział. I to właśnie było
dla niego najgorsze. Ale był jeden pomysł, nawet jeśli to tylko zwykła
spekulacja, który przemknął mu przez myśl.
–
Nezumi?
– Hm?
– A
może to park?
– Co?
–
Park Leśny, centrum miasta. Miejsce, w którym pracowałem; czy mogło być
miejscem, w którym pojawiły się pasożytnicze osy?
–
Czemu? – zapytał Nezumi. – To sam środek miasta. Może sobie być lasem, ale
nadal jest sztuczny. Całe środowisko jest kontrolowane przez władze. Jeżeli
pasożytnicze osy wyleciałyby znikąd, zauważyliby.
– To prawda,
ale ze wszystkich miejsc w mieście, tam są idealne warunki dla powstawania
nowych gatunków. Wszystkie ofiary, wliczając mnie, były w parku, kiedy to się
stało. Oczywiście... – zawahał się. – Nie wiem, czy coś podobnego wydarzyło się
gdzie indziej, jednak sądzę, że właśnie park jest jednym z powodów, dla którego
miasto podejrzewało właśnie mnie. Ale w takim wypadku...
–
Potwór musiał się narodzić, unikając jakimś cudem wykrycia przez systemy.
– To całkiem
możliwe, prawda? Poza tym w parku zbiera się pełno ludzi.
– O brak
żywicieli nie muszą się martwić – stwierdził ponuro Nezumi.
Park
został pięknie i wygodnie wybudowany dla mieszkańców miasta. Jeśli osobniki,
które zagnieździły się już w ludziach, zdążyły się zaaklimatyzować...
–
Wiosna – mruknął Shion.
–
Wiosna? – powtórzył Nezumi.
–
Kiedy przychodzi zima, osy zapadają w hibernuję. Jaja, które zostały już
złożone, prawdopodobnie ją przetrwają.
– W ludzkich
ciałach.
–
Tak. A kiedy przyjdzie wiosna, wznowią aktywność, jako już dorosłe osobniki.
Wyjdą wszystkie na raz – w porze roku, wypełnionej światłem i zapachem
kwitnących kwiatów. Masy czarnych os wzniosą się w powietrze, wyciągając swe
skrzydła. Jak wiele ich będzie? Jak wiele ludzi zostanie poświęconych?
–
Musimy coś zrobić.
– Jak
niby masz zamiar coś zrobić? – odpowiedział dosadnie Nezumi. – Nawet nie myśl o
powrocie do miasta. Zabiją cię. Jesteś amatorem, nie nauczysz się takich
sztuczek, jak prześlizgnięcie się, niezauważony przez ochronę. Dziesięć do
jednego, że odstrzelą cię, jak tylko wejdziesz do miasta. Nie mamy żadnego asa
w rękawie, pamiętaj o tym.
–
Właściwie... myślę, że mamy.
Nezumi
zmrużył oczy.
–
Przetrwałem atak osy. Jest szansa, że wytworzyłem antyciała na ich toksynę.
Jeśli tak, można byłoby zrobić serum z mojej krwi.
Nezumi
rzucił mu przerażone spojrzenie, po czym zgarbił ramiona.
– I
co chcesz z tym zrobić? Walić w drzwi Ministerstwa Zdrowia aż ci nie otworzą i
powiedzieć: „Sprawdźcie, proszę, moją krew. I jeśli chcecie, zróbcie z niej
serum”? To idiotyczne. Pewnie wyciągną z ciebie całą krew i wywalą na śmietnik
jak resztę organicznego nadbagażu. Jasne, to, co mówisz jest niesamowite, ale
chcesz ryzykować utratę życia dla ludzi, których nie znasz?
– Nie
chcę umierać.
– To
nie zawracaj sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami. Nie ważne, czy masz te
antyciała, czy nie, jak już cię złapią, to zabiją. Prędzej czy później.
–
Czyli co mam zrobić?
– Nic
nie rób. Zostaw ich, niech sami sobie radzą.
–
Zostawić ich? – zapytał cicho.
– Tak.
Cóż to będzie za niesamowita scena – szydził Nezumi. – Możesz zobaczyć „Święte
Miasto”, walące się w wiosennym świetle. I masz najlepsze miejsce do oglądania.
–
Nezumi! – Shion ostro podniósł głos.
– Ej,
nie wylewaj na mnie znowu wody.
–
Podoba ci się, że Zachodni Blok jest bezpieczny? – zapytał z niedowierzaniem. –
Jesteśmy takimi samymi ludźmi jak oni. Nie wiadomo, kiedy osy mogą i nas
zaatakować.
Nezumi
ucichł. Krzywy uśmiech zatańczył na jego ustach.
– Nie
jesteśmy tacy sami.
–
Co...
–
Ludzie z miasta nie widzą w mieszkańcach Zachodniego Bloku ludzi. Nadal nie
wiesz, co to za miejsce, prawda? To śmietnik „Świętego Miasta”. No.6 istnieje, wywalając
tu wszystko, czego nie chce u siebie. Sam jesteś tego świetnym przykładem.
–
Nezumi...
– To
tylko moje przeczucie, ale słuchaj – kontynuował. – Ten potwór prawdopodobnie
będzie wybierać żywicieli spośród ludzi z No.6 – tych samych, którzy brudy
wepchnęli w łapska innych, żeby żyć w idealnie czystym środowisku; dobrze
odżywionych i zupełnie zdrowych. Pan Potwór ma doskonały gust.
–
Skąd ta pewność?
– Nie
znam się na biologii owadów, Shion. Ale prawdopodobnie mam rację, stwierdzając,
że jakakolwiek pszczoła, osa, czy pasikonik pojawi się tam, gdzie będzie
najwięcej jedzenia. Jeśli chodzi o wielkość populacji, z łatwością przebijamy
miasto. Widzisz tu gdzieś jakiegokolwiek potwora? Nie. Co musi znaczyć, że tu
po prostu nie ma odpowiednich ofiar; nie ma żywicieli. Mam rację?
Shionowi
zabrakło słów. Jego myśli plątały się, który wzmagał jeszcze głuchy ból z tyłu
jego głowy. Dłoń Nezumiego dotknęła jego policzka.
–
Wybacz... – powiedział delikatnie. – Nie chciałem tak tego ująć. Zapomniałem.
Jesteś z drugiej strony, zza muru.
– Nie
rozumiem o co ci chodzi z tym zza i spoza muru.
–
Jasne, że nie – odezwał się łagodnie Nezumi. – To normalne. Pewnie nigdy nawet
nie próbowaliście się zastanawiać, co jest poza murem. Prawdopodobnie nie
byliście nawet ciekawi, prawda? Niepomni, aroganccy, żyjący w rozkoszy
ludzie... Ale ty, biedactwo... – wymruczał. – Ty spadłeś z tego piedestału.
„Co
znaczy, że nie mogę już być niepomny, arogancki ani żyć w rozkoszy. To właśnie
chciałeś powiedzieć?” – Shion pozwolił swojemu spojrzeniu mówić za siebie, a
jego wzrok spotkał się z Nezumiego.
„Jeśli
arogancją jest niewiedza i nie zmienianie tego stanu rzeczy, to całe moje
szczęśliwe życie, aż do teraz, było na niej zbudowane, a mi nie będzie
przeszkadzać porzucenie go. Upadek z takiego piedestału jest najlepszym, co
mogło mi się przytrafić".
–
Nezumi – zaczął z determinacją.
– Hm?
–
Chcę znać prawdę. Chcę wiedzieć co jest prawdziwe i co się dzieje w świece, w
którym żyję. Chcę zobaczyć jego prawdziwą twarz.
Nezumi
zgarbił ramiona i posłał mu skrzywiony uśmiech.
–
Słowa pełne młodości.
–
Jesteśmy w tym samym wieku.
– Ale
mam od ciebie więcej życiowego doświadczenia. Rany, nie wiem, kto jeszcze
mógłby zaświergotać takimi zawstydzającymi słowami jak „chcę znać prawdę”. Może
poza Hamletem.
– Kto
to?
–
Książę Danii. Chyba naprawdę powinieneś popracować nad tym popadaniem w
skrajność, jeśli chodzi o wiedzę. Prawie nic nie wiesz o klasykach, co?
– W
sumie nigdy ich nie potrzebowałem... – zmarszczył brwi. – Nie były od nas
wymagane, więc...
Nezumi
podszedł do półki i wyciągnął z niej dwie książki.
– No,
jeśli to, co mówisz jest prawdą, kiedy przyjdzie zima, zamieszanie na trochę
ucichnie. Co znaczy, że my też możemy sobie odpocząć do wiosny.
–
Prawdopodobnie.
–
Czyli nie ma potrzeby się przemęczać – powiedział beztrosko. – Nic nam z tego
nie przyjdzie. Więc dopóki całkiem nie wyzdrowiejesz, możesz mu to poczytać.
– Mu?
Brązowa
myszka wspięła się na kolano Shiona.
–
Uwielbia Makbeta. Ta druga to Faust. Słyszałeś kiedyś?
–
Nie.
Nezumi
skrzywił się i wypuścił powietrze.
– „Bez czucia nigdy tego nie zgonicie.
Jeśli to z głębi duszy nie wypływa
I w prapotężnych uniesień zachwycie
Serca
słuchaczy jak wicher nie porywa” – ...Tak to
szło. Powinieneś dać mózgowi przerwę i popracować nad duchem. Twoja mama ci
czytała, prawda?
–
Tak.
Mysz
zaczęła usilnie piszczeć.
– A
właśnie. Skoro już przy mamie jesteśmy, mam dla ciebie wiadomość. Prawie
zapomniałem.
– Eh?
Ledwie
widoczny kolor pojawił się na policzkach Nezumiego, jednak szybko się odwrócił.
– No,
skoro udało ci się przeżyć... Pomyślałem, że nic by się nie stało, gdybym
powiedział twojej matce, że teraz tu jesteś.
–
Poszedłeś się zobaczyć z moją matką?
– Nie
ja – rzucił szorstko. – Ja zostałem w tunelu pod ziemią. Ten mały...
Brązowa
myszka przechyliła główkę na bok.
–
...Poszedł za mnie i zaniósł wiadomość w pyszczku. Sztuczka stara jak świat,
ale o dziwo przeszedł przez ochronę niezauważony.
–
Dziękuję.
–
Przestań – Nezumi podniósł głowę. – Nie patrz na mnie tymi szczenięcymi oczami.
W ogóle nie masz wstydu?
–
Mówiłem do myszy.
–
A... To spoko.
Shion
był naprawdę wdzięczny. Teraz, gdy wiedział już jak ciężko było się przedostać
przez mur, był Nezumiemu niezmiernie wdzięczny z głębi serca, że po raz kolejny
podjął takie ryzyko. I to tylko po to, żeby dostarczyć wiadomość do jego matki.
–
Twoja mama ma jaja – stwierdził Nezumi. – Była w stanie dać mi odpowiedź tak,
żeby nikt jej nie złapał – rzucił mu zwinięty kawałek papieru, o połowę
mniejszy od kciuka. Była na nim nabazgrana wiadomość, ale mimo wszystko był w
stanie ją odczytać.
<Ok. LK–3000. Bud. Zatrzasku, 3P. Chyba.
K.>
– Co
to znaczy? – Shion i Nezumi patrzyli na siebie zdezorientowani.
– To
liścik, który napisała matka do swojego ukochanego syna – powiedział. – Nie
masz pomysłu co to może znaczyć?
– Nie
zupełnie – dopowiedział Shion z wahaniem. – „K” jest pewnie od jej imienia,
ale... To „chyba”?
– To
pewnie adres. Nie żeby numer budynku mógł się na coś przydać... Budynek
Zatrzasku, co? Chyba tam zajrzę.
–
Więc moja matka musi znać kogoś z Zachodniego Bloku – zaskoczyło go to. Nigdy
nie słyszał, żeby Karan wspominała o kimś takim. Nezumi pstryknął palcami.
– O,
wiem!
– Eh?
–
Może to twój tata.
–
Małe szanse – odpowiedział Shion. – Ktoś tu przeczytał za dużo książek. W ogóle
się za siebie nie wstydzisz?
Nezumi
prychnął z rozczarowaniem.
–
Masz coraz lepsze riposty. Ale chyba
masz rację. To typowy scenariusz taniej telenoweli. Ojciec i syn spotykają się
po szesnastu latach rozłąki – głos Nezumiego zrobił się niższy i mocniejszy.
–
Tęskniłem za tobą, synu.
– Ja
za tobą też, ojcze – Shion wpadł wprost w ramiona Nezumiego. Ręce owinęły się
wokół jego pleców. Były ciepłe. Przez ułamek
sekund lodowaty dotyk zwłok Yamase przemknął przez myśli Shiona. Ale to ciało
było ciepłe, nie miało w sobie chłodu i to chciał pamiętać; obiecał sobie nigdy
nie zapomnieć ciepła ciała, które miał w ramionach. Chciał, żeby wszystkie żywe
stworzenia nadal były żywe. Mógł to poczuć – przyjemność życia, oddychania,
posiadania ciepłego ciała – tonął we własnej duszy. Nezumi oderwał się od niego
delikatnie.
–
Robisz się coraz lepszy w zbieraniu wskazówek – pochwalił go.
–
Wiem. Zaszedłem dość daleko w krótkim czasie, nie?
–
Doskonały uczeń. Powinniśmy już iść?
–
Dokąd?
– Na
zewnątrz.
Zdążyła
zapaść ciemność. Tu, w Zachodnim Bloku, noc i kompletny mrok były synonimami.
Chłodny wiatr musnął skórę Shiona.
–
Spójrz – wskazał Nezumi. No.6 było chronione od cienia, skąpane w świetle,
które emanowało z dystansu.
–
Zawsze tak świeci. Rano, w dzień i wieczorem. Ładne, co nie?
–
Tak.
– Ale
od teraz będziesz mieszkać tu – ziemia tonęła w ciemności i tylko gdzieniegdzie
widać było pojedyncze światełka. Płonęły samotnie, sprawiając, że ciemność
wydawała się być bardziej mroczna. Chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzał
zza nich sierp księżyca. Cienka wiązka światła, niemal wielkości gwoździa,
płynęła po pustym niebie.
Nezumi
schylił się i podniósł coś.
–
Spójrz na to – była to martwa osa.
–
Wygląda na zwykłą osę.
–
Miałeś rację z tym, że kończy się sezon ich aktywności.
–
...Aż do wiosny – dopowiedział Shion.
Możliwe,
że miasto wytrzymałoby jakoś do wiosny. To by mu dało kilka miesięcy spokoju,
aż do dnia sądu ostatecznego.
–
Jeśli naprawdę chcesz walczyć z pasożytniczymi osami, nie będę wchodzić ci w
drogę – powiedział Nezumi. – Ale jeśli to oznacza pomaganie No.6, na mnie nie
licz.
–
Masz żal do No.6?
Nie usłyszał
jednak odpowiedzi. Wiatr zawiał mocniej. Sklepienie nad nimi skrzypiało i kołysało
w ciemnościach.
–
Shion.
– Hm?
– To
miasto, w którym się urodziłeś i wychowałeś... ono jest największym pasożytem.
– Eh?
–
Przyczepia się do żywiciela, wysysa z niego wszystko i pożera w całości. Takie
właśnie jest... Rozumiesz o czym mówię?
–
Nie.
–
Niedługo się dowiesz. Powiedziałeś, że chcesz znać prawdę. Ale kiedy już ją
poznasz, nigdy więcej nie wrócisz. Przygotowywałbym się na twoim miejscu.
– Już
za daleko zaszedłem, żeby móc się cofnąć, nie sądzisz?
– Tak
myślę.
Wiatr
poniósł cichy śmiech Nezumiego. Jego głos był suchy i pusty, jakby chciał ten
powiew skomplementować.
– Jeśli po poznaniu prawdy nadal będziesz
chciał bronić No.6... wtedy...
Nezumi
odwrócił się do niego w mroku. Shion czuł na sobie jego wzrok. Niemal był w
stanie dojrzeć jego szare oczy.
–
Wtedy ty także będziesz moim wrogiem.
–
Rany, tu jest naprawdę chłodno. Wracamy do środka – odezwał się po chwili. Jego
ton był lekki. Zupełnie jakby nic się nie stało. Odwrócił się i zaczął gwizdać,
schodząc po schodach.
–
Nezumi.
Gwizdanie
ustało.
–
Nadal nie znam twojego imienia.
–
Moje imię to Nezumi i niech tak zostanie. To wystarczy.
– Ale
ono do ciebie nie pasuje. Poza tym obiecałeś. Powiedziałeś, że jeśli przetrwam,
powiesz mi je.
Rozległ
się delikatny śmiech, który po chwili znów przerodził się w gwizdanie. Drzwi
się zamknęły, a w ciemnościach zapadła cisza. Shion stał w miejscu, całkiem
sam. Wiatr rozwiewał jego białe włosy. Słyszał psie szczekanie gdzieś w oddali.
Spojrzał
na pokrywające się własnym blaskiem miasto. „Pasożytnicze Miasto”. Miasto,
którego nazwę Nezumi wypluwał z obrzydzeniem, choć było piękne i błyszczące.
Odwrócił
oczy od światła i wziął długi oddech.
Potem
zaczął powoli schodzić do pokoju pod ziemią.
==Koniec
rozdziału piątego==
Użyto
fragm. „Fausta” Johana Wolfeanga Goethego w przekładzie Feliksa Konopki.
((I tym sposobem nareszcie dojeżdżamy do końca tomu pierwszego~! ^^ Mam zamiar przetłumaczyć w wolnym momencie posłowie, ale na razie rozpocznę tłumaczenie drugiego tomu. Ufam, że nikomu to nie przeszkadza, do 13.01. mam mieć wystawione oceny, więc postaram się tłumaczyć, jednocześnie zaliczając wszystkie poprawy (brzmi jak kiepska wymówka =_=") maa, w każdym razie, wybaczcie, jeśli następny rozdział wyjdzie z drobnym poślizgiem, ale zrobię co w mojej mocy, żeby się tym zająć jak najszybciej *^*))
((I tym sposobem nareszcie dojeżdżamy do końca tomu pierwszego~! ^^ Mam zamiar przetłumaczyć w wolnym momencie posłowie, ale na razie rozpocznę tłumaczenie drugiego tomu. Ufam, że nikomu to nie przeszkadza, do 13.01. mam mieć wystawione oceny, więc postaram się tłumaczyć, jednocześnie zaliczając wszystkie poprawy (brzmi jak kiepska wymówka =_=") maa, w każdym razie, wybaczcie, jeśli następny rozdział wyjdzie z drobnym poślizgiem, ale zrobię co w mojej mocy, żeby się tym zająć jak najszybciej *^*))
TAKK! Kolejny rozdział!!
OdpowiedzUsuńDzięki znowu, za świetne tłumaczenie i Twoją pracę :D
Szczęśliwego Nowego roku ! :)
I oto piękny prezent na rozpoczęcie nowego roku :D Dziękuję ci bardzo i (zresztą jak zwykle) kocham cię za twoje tłumaczenie ^^ Szczęśliwego Nowego Roku ci życzę i jak najlepszych ocen na półrocze! :*
OdpowiedzUsuńAhahaha... dziękuję za życzenia, przydadzą się, za dobre liceum sobie wybrałam... ^^
OdpowiedzUsuńŚlicznie Ci dziekuję za Twoją pracę:) Podziwiam, że masz chęci by tłumaczyć. Tekst bardzo fajnie się czyta, jest on bez literówek. Trzymam kciuki i wyglądam dalszych rozdziałów. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńObiecałam sobie, że jak przeczytam wszystko, co do tej pory jest tu przetłumaczone, to napiszę, więc piszę :D
OdpowiedzUsuńMoja droga, po prostu cię ubóstwiam! To ja już jęczałam, że będę musiała nowelkę czytać po angielsku, a angielski w dużych ilościach przez wiele godzin męczy straszliwie .___. A tu, proszę! Po polsku <3 Tłumaczenie jest bardzo dobre i szybkie o.O Naprawdę podziwiam. W miesiąc zrobić pierwszy tom... Zwłaszcza, że wiem ile czasu zajmuje tłumaczenie czegokolwiek XD
I chwała ci za to, że nie tłumaczysz ich imion (myślałam, że rozszarpię kogoś oglądając animem gdzie w większości odcinków mówili "szczurze" do Nezumiego...) i Shion to Shion, a nie Sion xD
Trzymam kciuki za twoje poprawianie ocen i życzę powodzenia w dalszej pracy, ja na bank będę czytać~ Kumpela też się zabrała dzisiaj za pierwszy rozdział :3
Jejku, dziękuję Ci, że jesteś <3
OdpowiedzUsuńKocham NO.6, a jak się dowiedziałam, że jest na podstawie powieści, to dosłownie oszalałam. Znalazłam tłumaczenie angielskie i może przez kilka lat świetlnych bym to ogarnęła :D
Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem, że masz chęć to tłumaczyć. Dziękuję i pozdrawiam <3
Ubóstwiam cię!
OdpowiedzUsuńMiałam się już zabierać za czytanie nowelki po angielsku, a tu nagle dowiedziałam się, że istnieje blog, na którym No.6 jest tłumaczone na j. polski :3
Sama chciałam się za to zabrać, ale mój leniwy tyłek mi na to nie pozwolił. Odpuściłam sobie chyba po dwóch albo trzech akapitach :D
Naprawdę chylę czoła, że chce ci się to wszystko tłumaczyć.
Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, ale dobrze wiem, jak to jest pisać te wszystkie poprawy (sama teraz przez to wszystko przechodzę, bo "trzeba się dostać do dobrego liceum" xD).
Życzę jak najlepszych ocen :)
Alrauna, ale Nezumi, to nie jest jego imię :), więc nie masz co myśleć o rozszarpaniu tłumaczki z anime, która uznała, że ksywki będzie tłumaczyła xD Ważne, że trzymała się zasady :) (Psiara też była po polsku, ale imiona bohaterów nie były ruszane).
OdpowiedzUsuńJa tam nie rozumiem, jak w angielskim przekładzie nowelki mogli Shiona zrobić Sionem :(
Dżun, ja wiem, że to nie jego imię, ale... No skoro nie znamy prawdziwego, to dla mnie on ma na imię Nezumi i tyle 8D Zresztą według mnie to mu pasuje :3
OdpowiedzUsuńAkurat Psiarę przeżyłam, bo tu może i dobrze, że przetłumaczyli, ale... "Szczurze, szczurze..." D< no nieee, zabolało ;^;
Mi tam przy korekcie nie przeszkadzało i nawet jej uwagi nie zwracałam, skoro tak chciała.
OdpowiedzUsuńChoć i ja tam wolę Nezumi >:D
Aż mam ochotę rzucić się z balkonu... Tyle radości w dwa dni to mordercza dawka... Maa, ale coś się poradzi (dostałam podusię z KHR, artbook No.6 leci sobie pocztą, nowy tom Kuro czeka żeby go przeczytać, a zajebiaszcza niespodzianka od Dżun tylko czeka żeby ujrzeć światło dzienne(pracuję nad tym)...) Piękne życie me, oj piękne...
OdpowiedzUsuńNie błagam nie rzucaj się balkonu, nawet tego nie pisz... Jedna moja wspaniała tłumaczka to zrobiła w grudniu, cóż to za wielka strata dla tłumaczonych przez nią tekstów....
OdpowiedzUsuńAle do rzeczy.
W pierwszej kolejności hymny pochwalne. Dziękuje bardzo że to tłumaczysz, po prostu jestem zachwycona że to robisz i z pewnością będę Ci kibicować. Bo anime jest świetne ale pozostawia pewien niedosyt. Gdzieś tam masz z tyłu głowy że pierwowzór z pewnością jest lepszy.
I chce napisać że jest. Przez dwa dni udało mi się przeczytać wszystkie przetłumaczone do tej pory rozdziały i chociaż teoretycznie znam zarys fabuły, kompletnie mnie ta historii nie nudzi. Powieść wnosi o wiele więcej w relacje głównych bohaterów. Lepiej ich charakteryzuje i dzięki temu łatwiej zrozumieć ich motywy działania.
Nie wiem kim jest autorka ale z pewnością ma biologiczne wykształcenie, posługuje się słownictwem, terminologią bardzo specjalistyczną i niezwykle trafną w danych sytuacjach.
Ale nie tylko to doceniam, bo równie sprawnie porusza się w literaturze światowej, każdy cytat jest na miejscu i z precyzją trafia w punkt.
Liczę na to że będziesz dalej tłumaczyć a masz we mnie wierną czytelniczkę. Wspaniałą pracę wykonujesz i za to serdecznie Ci dziękuje.
Oddana Fanka :)